Tożsamość fragment pierwszy

Tożsamość

Obudził się zziajany w łóżku hotelowym z koszmarnego snu.  Odrętwiały nie może pozbierać myśli. Szczątki snów powoli znikają z pamięci. Niewiedza o przeszłości nie pozwala mu udzielić odpowiedzi na elementarne pytanie: Kim jest? Pytanie to wywołało w nim gonitwę myśli: „Zaczęło się to wczoraj, gdy… Właściwie nie wiem, co się wtedy zdarzyło. Od tamtej pory „świat” wydaje się mi bardziej dziwny. Nie pamiętam żadnych scen z życia, które się wydarzyły przed wczorajszym dniem. Całkowita amnezja. Wiem natomiast wszystko o wszystkich. Gdy wczoraj popatrzyłem na ulicę i zobaczyłem tłum, który zbierał się na jakieś widowisko, chyba wędrujący cyrk, to do mojej głowy pchały się niechciane wiadomości. Mogłem wyrecytować wszystkie imiona tych ludzi, kto co lubi, czego bądź kogo nienawidzi. Garnęła się do mnie cała wiedza tych ludzi. Co robili, główne wydarzenia z ich życia oraz wszystko czego się nauczyli. Po dwóch minutach poczułem się jak na haju. Jakbym był wszechwiedzący.”

Można było pomyśleć, że to nawet lepiej – być wszystkowiedzącym. W każdej chwili rozkoszować się wspomnieniami innych ludzi. Jednakże dlatego, że nie miał wglądu w swoje życie, nie mógł mieć żadnych indywidualnych poglądów.
Po co moje poglądy – myślał dalej – kiedy ma się poglądy innych. Ale dlatego, że mam poglądy innych ludzi, to jestem od nich uzależniony, a tym samym od ich wiedzy.” Mając tę wiedzę, jest zdeterminowany tym, że nie wie kim jest.
Zszedł do hotelowej restauracji i wezwał kelnera. Zaczynał się niecierpliwić, gdy w końcu kelner podszedł. Zna jego rodzinę, uczucia, myśli. Ale kelner go nie zna, nie może być więc jego przyjacielem. Milczy, zastanawiając się, czy go zapytać wprost o to, co go nurtuje.
– Wojciechu – jednak zdecydował się spytać prosto z mostu – czy wiesz kim jestem?
– Nie wiem – odpowiedział patrząc z niedowierzaniem na klienta.
– Pytam jak najbardziej poważnie.
– Jeżeli pan mi powie, jak nazywa się moja żona. – mrugnął porozumiewawczo. – Wtedy zadzwonię do kogoś, kto panu pomoże dowiedzieć się tego, kim pan jest.
– Dlaczego pan mnie pyta jak nazywa się pana żona? Przecież dobrze pan wie. – I tu wdarł się do głowy gościa hotelowego obraz szpitala dla umysłowo chorych. Z tym, że zamiast kelnera pytającego o takie oczywistości jak imię jego żony, w pasach znalazł się on.
– Żeby panu pomóc. – zdenerwował się kelner i spojrzał na barmana.
– Jak? – Wiedząc już co on sobie wyobraża, próbował trochę zniwelować swoją rolę jako pacjenta wariatkowa.
– Dzwoniąc do kogoś.
– Do kogo? – gość spytał uprzejmie aczkolwiek z nutką zniecierpliwienia w głosie.
– Co pan taki dociekliwy. – Zdenerwował się kelner. – Chce pan dowiedzieć się kim pan jest czy nie? Ja nie mogę powiedzieć jaką miał pan przeszłość. Może to zrobić jedynie specjalista powołany do tego. Jeżeli poda pan imię mojej żony, to wtedy powiem jak się pan nazywa i zadzwonię do specjalisty, który powie panu więcej.
– Specjalista? Od czego? –zapytał gość, choć w głowie pojawiła się już izolatka w szpitalu na oddziale zamkniętym.
– Poda pan te cholerne imię, czy nie? – wściekł się i wyglądał jak burak cukrowy.
– Nie powiem, bo nie wiem. –musiał skłamać. Po jego zaprzeczeniu, kelner wyszedł bez słowa odpowiedzi na jego pytanie.
Po powrocie do pokoju hotelowego, uznał, że pora się przespacerować. Ubrał się i już wychodził, gdy drzwi zamknęły się elektronicznie. „Automat zamka się chyba zaciął albo czeka mnie wizyta u tego specjalisty.” – pomyślał.
– Otwierajcie! – krzyknął i zaczął walić rękami w drzwi. Szarpnął kilka razy klamkę, a później, gdy nikt mu nie odpowiadał, próbował nawet wyważyć drzwi. Nagle usłyszał dźwięk syreny. Chwilę później ktoś przebiegł korytarz. Drzwi otworzyły się same i do jego pokoju wpadł kelner oraz trzech odzianych w białe kitle sanitariuszy, dwóch młodych, jeden stary.
– I gdzie masz tego Wiedzącego, kelnerku? – Zapytał jeden z kitli.
– Nie wiem. W kamerze był jeszcze przed zamknięciem.
– Więc jak się wydostał? – spytał się drugi z sanitariuszy.
– Jeszcze tu jest! – krzyknął trzeci starszy wiekiem.  – Przeszukajcie wszystko. – Gdy byli tuż, tuż, nie miał już nic do stracenia.
– Tylko śmierć może mnie uratować! – Wrzasnął i pobiegł w stronę otwartego okna. Jeden pielęgniarz rzucił się na niego, próbując go powstrzymać przed skokiem. Nie zdążył. Wiedzący spadł.
Cofnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *