Miesięczne archiwum: Styczeń 2018

Tożsamość fragment 6

***

            Następnego dnia po śniadaniu Tadeusz i Michał zjechali windą w dół.  Michał dzięki połączeniu się z Wiesławem wiedział, że pomieszczeń, oprócz Poczekalni, gdzie lądują nowi Wiedzący i miejsc odpoczynku, było dwadzieścia pokoi treningowych różnie rozmieszczonych na każde piętro podziemnego kompleksu.
Zatrzymali się na pierwszym poziomie. Zaprowadzono Michała najpierw do zielonego pokoju. Usiadł naprzeciwko starszego pana, który kazał mu się zrelaksować. I wtedy Michał poczuł jego świadomość, buszującą we własnych myślach.
Dobrze, masz wielki potencjał. – Odezwał się głos starca w jego głowie – Inni chcą, żebyś przeszedł pierwsze pięć stopni wtajemniczenia. To znaczy jak blokować i bronić się przed atakami. Byłbyś zwykłym agentem wyszukującym zabłąkane duszyczki, jak je tam nazywam. Może nawet byłbyś tarczą na owady. Ale ja na to nie pozwolę. Wyszkolę cię moim sposobem,  chociaż starym (mówią, że się wypaliłem, ale pomogę ci wznieść się wyżej, żeby ich ośmieszyć.) Przyjdź do pokoju 112 – kod do piętra to 25822, jak ktoś cię zapyta, co robisz na tym piętrze, powiedz „Było ich trzynastu, ale tylko siedmiu wiedziało”. Powinni cię przepuścić.”
I dalej kontynuował na głos.
– I widzisz młodzieńcze, to jest wrażenie, jak ktoś majstruje w poszukiwaniu informacji, nie łącząc się z tobą. Kradnąc je. Jeżeli udało ci się zrozumieć, zrób to samo w mojej głowie, a przejdziesz do dalszej nauki.
– Jakieś wskazówki? – spytał Michał.
– Wy–o–bra–źnia. Chociaż równie dobrze mógłbym powiedzieć: Wi–zu–a–li–za–cja.
Na początku wyobraził sobie umysł staruszka, zamknięty na kłódkę. Uformował klucz, po czym spróbował go otworzyć.
– Ciekawie zaczynasz chłopcze, tak tradycyjnie. He, he, he. Yhrymm. – Odkaszlnął. – Spróbuj bez klucza wejść samym sobą przez tą dziurkę.
Wcielił w życie podpowiedź i zaczął penetrować mózg staruszka. Dowiedział się, że dziadunio kiedyś był wielkim trenerem Wiedzących, ale podupadł na zdrowiu i dla własnego bezpieczeństwa, zajął się trenowaniem pierwszaków, bo to wymagało mniej wysiłku.
– Dobra, dosyć penetracji, „poćwiczymy później”, możesz przejść do następnego pokoju.
W następnym pokoju siedział jakiś młokos. Robiąc to samo co wcześniej, Michał uformował dziurkę i wszedł do umysłu młokosa. Nie spodziewał się, gdy chwycił go paraliż. Żył, ale nie mógł się ruszyć.
– Jak wyrwiesz się i mnie złapiesz, będziesz mógł przejść dalej, nie wiem dlaczego dziadunio cię przepuścił tak łatwo – trener przekazał myśl. Umysł Michała zareagował na te impertynenckie słowa. Wyobraził sobie, że rozrywa sieć w jaką go złapał, lecz to nic nie dało. Pomyślał sobie:
Każdy kij ma dwa końce, a że siatka oplatała mój umysł, nie zrzucając siatki, wymyślę siatkę z kolcami i prześlę ją młokosowi.”
Od razu siatka trenera zniknęła, natomiast w jego głowie rozległ się wielki wrzask trenera. Trochę się przestraszył, że za brutalnie to zrobił i zwolnił siatkę.
– Nigdy, ale to nigdy tego nie rób. – warknął młokos. – Możesz iść dalej. Wstał od stołu i wyszedł.
W następnym pokoju siedziała całkiem ładna dziewczyna. Tutaj czas leciał  wolniej niż w pierwszych pokojach. Głównie dlatego, że musiał się bardziej skoncentrować. Dziewczyna ćwiczyła z nim blokadę umysłu, co sprawiało mu do tej pory największą trudność. W końcu po godzinie czasu maglowania tego samego, udała mu się najbardziej szczelna blokada, przez którą trenerka nie mogła przejść. Była to blokada jedynie umysłu, czyli jego umysł nie zawierał w tej chwili, żadnych informacji.
Po obiedzie, który zjadł już na stołówce bazy, czekała na niego blokada całego ciała, co owocowało tym, że nie byłbym widoczny dla innych Wiedzących, a przede wszystkim Doków.
W piątym pokoju uczył się zmyślać historyjki i zastępować nimi swoje wspomnienia. Oczywiście historyjki miały być widoczne przed blokadą. Na razie przećwiczył część teoretyczną. Po praktyczną część miał przyjść jutro do tego samego pokoju, bo już był wieczór. W kompleksie podziemnym uczniowie mieli spać w swoich pokojach – on dostał numer trzynaście. Jak wychodził z sal treningowych, staruszka nie było, ale zostawił mu wizualizację zawieszoną w powietrzu, żeby przyszedł do niego dopiero po zakończeniu szkolenia na Robaka. Po tym jak przeczytał obraz – rozmył się i nie pozostało po nim ani śladu. Powrócił do swojej nowej kwatery i zasnął.
Cofnij

Do dziewczyny

Do dziewczyny
Część 1
Nie mogę na Ciebie patrzeć bo boję się
Że jak witraż rozbijesz się
Pod wpływem mego wzroku
Na tysiąc kawałków

Gdy me ciało niby przypadkiem
Muśnie twą świątynię
Jak zefir delikatny
Miłe ciepło rozpływa się po nim

Jesteś jak narkotyk dla rozumu
Który działa nawet bez zażycia
I niby jak alkohol od nadmiernego spożycia
W umyśle szumi – szumu, szum, szumu

Część 2
Co pocznę gdy mnie odsuwasz
Oddalam się od Ciebie każdego dnia
Nawet teraz gdy jesteś tak blisko
Czuję się jakby dzieliło nas boisko

Patetyczna głowa powoli odpada
Zastępuje ją ponura żenada
Wszystko było dobrze aż do teraz
Gdy mnie na twój widok jasna krew zalewa

Gdybyś tylko od początku nie kłamała
I mnie naprawdę jak Twego kochała
Nóż co z mych pleców wystaje
Pozostałby wśród sztućców dalej…
Cofnij

Gdy mnie opuścisz

Gdy mnie opuścisz

Gdy mnie opuścisz
Poskładam się w stożek
I puszczę się do rzeki
Bym już samotny nie był
Wśród innych stożków

Gdy mnie opuścisz
Znajdziesz mnie w delcie Wisły
Zostawiam ci adres swój
Byś trafiła gdy znudzisz się
Poskładanym sześcianem

Gdy mnie odnajdziesz
A to będzie trudne
Bo stożków jest tu wiele
Będę się cieszył
I morze mnie nie wchłonie
Mimo wszystko
Cofnij

Wiershot dwunasty Sztywniaki i bóstwo

Sztywnych ludzi nie lubię. Oni martwią mnie swoją martwością. Czasem jestem jednym z nich. Czasem to okazuje się częściej niż to lubię. Martwię się o samego siebie, że nie wyjdę z tej martwoty. Ale to są głupoty. Ludzkie, zwierzęce, boskie. Czy istnieje bóg, bóstwo – które jest martwe i poprzez swoją martwość stwarza? Skoro istnieje tyle ludzi sztywnych, to chyba też musi istnieć takie bóstwo. Bóstwo umarlaków, bóstwo zombiech.
Cofnij

Wiershot dziesiąty Wierzba i kosz

Im dalej w las tym więcej drzew, im więcej drzew tym trudniej wyczuć wierzbę. Tkaczka koszy ścięła ją, by mieć gałęzie do dalszego plecenia. Nawet nie wiem jak, ale sploty wiążą się wokół mnie. Nawet jeżeli wierzby nie ma, jej gałęzie oplatają me więzienie. Kosz jest coraz większy, a grzyby które żniwiarz zbiera – ich jest coraz więcej. Wiem, bo jestem jednym z nich. Wypełnię z nimi pustą przestrzeń kosza.
Cofnij

Wiershot dziewiąty Ego i wierzba

Ma świadomość – ego – mówi mi, że ego – jego nie ma. Świadomość jest czymś nieokreślonym. Płynie od początku, który nie ma początku do końca bez końca. A ego? Ego jest chwilą ukrytą za wierzbą płaczącą. Gdy zniknie wierzba i jej płacz nad moją duszą, którą zamknąłem w szafie, ego stanie się tym samym co wierzba albo uwolni moją duszę z okowów starej szafy. Dwie drogi do wyboru, ale tylko jedna dobra. A drogę wybieram za pomocą monety.
Cofnij

Wiershot – wstęp

Wiershoty są moim wymysłem, pomysłem, patentem. Są to wiersze, które jednostrzałowo idą za strzałem prozy, tak zwanym shotem. Wiershoty są ukojeniem mojej duszy, gdyż wszystko co się w niej kryje zostało uwięzione właśnie w nich. Mam nadzieję, że nie przerażą was moje wizje – wizje mojej duszy.
Cofnij

Wiershot ósmy Eter i ego

Rozpuszczam się. Kaftan mnie już nie obejmuje. Noża nie mam, by chwycić się powierzchni. A za mną cień. Coraz bledszy. Stałem się istotą, która takowego nie rzuca. Cień rozpłynął się w eter, a ja w nim. W eterze tonę. Aż do dziś. Bo coś musiało się stać. On mnie już nie więzi. Od nowa powstaję. Żywiołowe zawirowanie. Kto wie ten słucha. Ja jednak nie wiem, bo jestem środkiem. Środkiem i celem dla samego siebie. Ego. Czy tak właśnie wygląda?
Cofnij