Rozdział 3 Pierwsze ataki

ROZDZIAŁ 3 Pierwsze ataki

Agrisho

Agrisho nie zmrużył dziś oka. Wciąż zastanawiał się, co jeszcze może wyczynić ten potwór. Ten przeźroczysty potwór!
Wstał z łóżka i opuściwszy twierdzę klanową, wybrał się na odświeżający spacer. Szedł lasem, spoglądając na drzewa. Ich piękne korony sprawiły, że idąc, zamyślił się. Myśląc o najnowszym problemie klanowym, o powstaniu zmarłych, szedł, ślepo gapiąc się na korony drzew, które mijał. Spacerował godzinę, nawet nie wiedząc, gdzie idzie.

Wreszcie, gdy odzyskał świadomość, wspiął się na wzgórze i zobaczył mury fortecy klanu White Angel. Światła się świeciły, ale było cicho. Podejrzanie cicho. Bojąc się wejść bramą główną, wspiął się na mur, po czym zeskoczył do środka.
Zdumiony spostrzegł, że wnętrze fortecy stało w płomieniach. Wszyscy najwyraźniej zdążyli uciec. Dym wspinał się wysoko ku niebu, kształtując wizerunki dawnych Kruczych Wojowników. „Dymowi” ludzie spoglądali na niego z niedowierzaniem. Oglądał walące się domy i stanął przed wrotami ceglanej twierdzy klanu Białego Anioła. Nie wszedł – spadł na kolana i klęcząc zastanawiał się, co to wszystko miało znaczyć. Kilka sekund potem, poczuł zimno na karku. Wstał i odwrócił się. Zobaczył mężczyznę zrobionego z kamienia, który przykładał do niego kamienną szablę, która była źródłem zimna.
– Kim jesteś? – zapytał kamienny patrząc na niego złowrogo.
– Jestem Agrisho – odrzekł, spoglądając mu w kamienne oczy. Nie zanosiło się na to, aby w końcu schował szablę. Patrzył na Agrisho złowrogo, ten zaś czuł, że golem chce go zabić.
– Jesteś z klanu Harap Serapel. Co robisz w fortecy cudzego klanu? – zapytał i wciąż nie zrzucał z niego nieprzyjacielskiego wzroku.
– Przestraszyłem się widząc płomienie i wszedłem – skłamał nekromanta. Prawdą było przecież to, że zaniepokoiła go zabójcza cisza, którą rzadko słychać w okolicy murów tego klanu.
Kamienny, żółty mężczyzna schował szablę. Wciąż oglądał Agrisho, ale teraz na jego twarzy widoczny był tylko grymas. Zniżył głowę i zaczął przyglądać się ziemi.
– Jestem golemem. Zostałem stworzony przez członków klanu White Angel. Miałem chronić całą fortecę przed niebezpieczeństwem. Zawiodłem. Pożar powstał przez niego. Nie mogłem go ugasić, a klanowicze uciekli w panice…Jestem beznadziejnym strażnikiem.
Zrobiło mi się go żal, jednak nie mogłem mu pomóc. Złapałem go za ramię i właśnie przypomniało mi się, że powiedział „Pożar powstał przez niego…”. Natychmiast zapytałem:
– „Przez NIEGO”? Kim jest ON? – Golem podniósł głowę i wskazał na dymowych ludzi.
– Wyglądał tak samo jak oni, tylko że nie był zrobiony z dymu…Był przeźroczysty i miał piskliwy głos…Był duchem.
Agrisho domyślił się o kogo chodzi. Chodziło o Baala Hanana.
Poprzysiągł sobie w środku, że zniszczy tego upiora. Postanowił wrócić do twierdzy Mrocznych Kruków i opowiedzieć o wszystkim Naamah, która najwyraźniej mocno zainteresowała się duchem. Golem odprowadził go do bramy, gdzie zauważyli dwóch innych golemów – jeden był fioletowy, drugi zielony.
– Jestem golemem Bractwa Cienia i Mroku – odezwał się fioletowy.
– Ja z klanu Shimigami – wrzasnął zielony.
Opowiedzieli, że nieumarli spalili ich fortece klanowe, a członkowie musieli uciekać. Agrisho wysłuchał ich, po czym udał się do swojej twierdzy klanowej. Przebiegł prędko dwa piętra i bez słowa wbiegł do jadalni, gdzie Naamah, Xan, Lord Wars i Sykus jedli kolację. Reszcie podobno nie chciało się jeść. Przysiadł do stołu i opowiedział wszystko co się stało.
– Nasze relacje z innymi klanami mogą więc być pogorszone, bo oni znają Baala Hanana i wiedzą, że to on zbudował Mroczne Kruki. Będą źli, musimy to jakoś uspokoić – dodał na końcu monologu.
– Armie nieumarłych, duch który pogarsza relacje z innymi klanami…Co będzie następne? – zmartwiła się Mistrzyni Xan.
Z całkowicie poważną miną Agrisho powiedział:
– Apokalipsa.
Cofnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *