Rozdział 5 Antysakrament

ROZDZIAŁ 5 Antysakrament

Woltomir

Woltomir, pół drow1, pół satyr, błąkał się po najgłębszych jaskiniach klanu Mrocznych Kruków. Czuł się przybity po odejściu Kirei Neko, jego ulubionej wampirzycy.

Nie mógł znieść, że już nigdy się z nią nie zobaczy, więc postanowił zaszyć się w najgłębszej z tych jaskiń i nie pokazywać się więcej wśród współklanowiczów. Miał w oczach infrawizję po matce drowce i doskonale widział w ciemnościach.
Zaszedł dzięki temu bardzo daleko w tych niekończących się korytarzach. Po około dwóch kilometrach usłyszał dziwne głosy dochodzące z następnego korytarza za rogiem. Chociaż nie widział żadnego ognia, głosy stawały się coraz bardziej wyraźne. Te nieartykułowane dźwięki przestraszyły satyra, ale że nie miał nic do stracenia, po stracie Neko, zaczaił się we wnęce po lewej stronie od przejścia korytarza.
„To dobrze, że wziąłem swój ulubiony miecz” – pomyślał sobie i jak tylko pierwsze monstrum się zbliżyło, wyskoczył z wnęki i odrąbał mu głowę. Ze zdziwieniem stwierdził, że to była głowa znienawidzonego przez niego chłopaka z jego rodzimej wioski. Jednak głowa jak i ciało było bardzo zniekształcone. Skóra odpadła prawie w całości, ciało było pokryte dziwnymi bliznami, a na mięsie, które zostało, były wypalone dziwne znaki, tak jakby pikujący w dół ptak.
Nie miał czasu się bliżej przyjrzeć, bo zaatakował go kowal i jego terminatorzy. Machał mieczem prześladowców, ale to nic nie dawało. To były ghule. Zaskoczony Woltomir oberwał w lewą rękę pazurami. Rana nie była głęboka, ani za bardzo nie bolała, ale skażenie wdarło się do obiegu. „Psiakrew muszę ich załatwić, to plugastwo, bo zaatakują twierdzę od tyłu. No i w końcu zemszczę się za to, co ci ludzie mi zrobili w dzieciństwie. Chociaż ich los jest i tak nieszczęsny”
– Do walki! – Krzyknął i zaczął walkę. Obrót, unik, ścięcie, obrót, unik, ścięcie. Posoka brudnej krwi lała się ze ściętych głów, ochlapując coraz to słabszego satyra. Ostatnimi wrogami były dzieci, których satyr nawet nie znał. Wszyscy mieli pikujące ptaki na swoich ciałach. Satyr w końcu się zorientował, że to były odwrócone kruki klanu Mrocznych Kruków. Pokonując ostatniego wroga nieumarłych z wioski, Woltomir legł bezwładnie na ziemię.
Gdy zasnął, przyśnił mu się bardzo dziwny sen. W tym śnie słyszał śmiech ukochanej wampirzycy oraz czuł na swojej szyi podmuch zimnego wiatru. Gdy otworzył oczy, zobaczył mgłę i był pewny, że ta mgła nie była zwyczajną mgłą. Była to wampiryczna mgła, która należała do Kirei Neko. Zaczęła do niego mówić sycząc jak wiatr:
– Pooooomoooogę cśśśśiiiiii wydostaćććććć ssssssssięęę stąd. Aaaaaleee naaaajpierw wiedz, że Baaaaaal Haaaaaanaaaaaaan wyyyykorzyyyyystał mooooooje ciałooooo, byyyyy stworzyććććććć teeeeen nieumarły poooomiooooot. Jeśśśśli śśśśię nie zmieniszszszsz w taaaaaaką jaaaaaaak jaaaaa kieeeeedyśśśśś byyyyyłaaaaam staaaaaanieeeeesz śśśśśię słuuuuugą Baaaaaala Haaaanaaaana. Przyyyyjmij mooooje błogosławieńńńńssstwo.
Satyr niewiele się zastanawiał. W końcu dziedziczyć po ukochanej osobie dar wampiryzmu to przywilej, na który mało koziołków może sobie pozwolić. Neko wgryzła się w szyję satyra, pomieszała krew z mgłą i podała tą mieszankę koziołkowi. Satyr zaczął się zmieniać. Towarzyszyło temu wielki ból i drgawki, po których satyr stracił przytomność. Woltomir błąkał się długi czas po jaskiniach, nie mogąc znaleźć wyjścia. Pił krew małych zwierząt, by nie zamienić się w ghula. Gdy wrócił do siedziby klanu z trudem otworzył drzwi, poprosił Fox o trochę świeżej krwi i legł z wyczerpania. Ta widząc przemianę w duszy i ciele satyra – wampira pozwoliła się ukąsić i wyssać trochę swojej krwi. Xan zastała ich przy bramie i spytała satyra, który już powoli do siebie dochodził:
– Co się stało?
– Baal Hanan… tworzy armię… Kirei Neko… ghule. – Zasnął.

1Drowy to mroczne elfy, które mieszkają pod ziemią w krainie zwanej Podmrokiem.

Cofnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *