Rozdział 10 Przeszpiegi

ROZDZIAŁ 10 Przeszpiegi

Woltomir

Tego dnia Woltomir nie zasnął. Opłakiwał zbezczeszczoną Kirei Neko. I to, że był tym, który unicestwił jej ciało. Ale nienawiść brała górę nad smutkiem. Nienawiść do Baal Haanana i do tych, którzy mu pomagali. Tych wszystkich chorych gnomów, które mordowały mieszkańców lub zamieniali ich w nieumarłych za pomocą pożywienia zatrutego płynem Neko.

Duch musi mieć jakiś popleczników wśród żywych. Gnomy, ogry, może mroczne elfy… Bo magia Baala była jak najbardziej mroczna. Nekromancja. A drowy były w części nieumarłe. „To do niczego nie prowadzi, to rozmyślanie” Pomyślał Wolt i spróbował zasnąć.
Zmęczony walką i ranami, które dzięki darowi zasklepiały się szybciej, ale wymagały więcej energii, zasnąłby szybko, gdyby nie kroki dobiegające z wejścia do jaskini. Był to gnom, który uciekł. Prawdopodobnie chciał pozbierać złoto swoich towarzyszy. Satyr doskoczył do niego i obnażył zęby.
– Gadaj kto was wynajął albo skręcę ci kark… – Zawarczał satyr.
– Nie bij, szuruburu, gnom przyjaciel, szuru, nie lubi złe elfy. Gnom głębinowy jest. Nieeewolnik. – Satyr patrząc wstecz na swoją niewolniczą przeszłość, trochę mu współczuł.
– Czemu nie miałbym wbić ci się w szyję i wypić twą jałową krew? – spytał obnażając kły satyr.
– Gnom przyjaciel szuru, przyprowadzi coś na ząb, buru, powie sekrety, szuruburu.
– Najpierw sekrety. – wampir zgłodniały krwi, postanowił zaufać gnomowi. – Później – oblizał się – coś na ząb.
– My… Oni chcieć zaatakować miasto Darkhberg, szuru i zamek, buru Bractwa Mroku, dlatego zbierać ghule z wiosek, szuruburu.
– A co z Mrocznymi Krukami? – dopytywał się satyr.
– A to ono nie upaść szuruburu? – dziwne, ale zobaczył uśmiech u gnoma.
– Nie, twierdza nie upadła, za mało ghuli wysłaliście.
– Mój błąd, szuru. – znowu się uśmiechnął. – celowy, buru. To była wioska gdzie zbiegła księżniczka z ukochanym satyrem, szuruburu. – Na twarzy Wolta pojawiło się duże zdziwienie.
– Księżniczka i satyr. Ja jestem ich synem. Co jeszcze wiesz.
– Mój ojciec Dwigleidrhilin pomagać im w ucieczce, szuru, niestety… złe elfy… – zrobił smutną minę –  Matka Qwistrunmfalia otrzymała wiadomość od kruka, szuru, gdy skończyłem 25 lat, buru. W liście była napisana twoja historia od upadłego anioła Naamah, szuruburu.
– Skąd Naamah mogła wiedzieć?
– W końcu być anioł przed upadkiem, szuru. Potrafić zaginać czas i przestrzeń, buru. W sumie to twój anioł stróż, szuruburu.
– A co ze złymi elfami? Kim one są? I czemu pomagają Baalowi? Czy są w pobliżu?
– To drowy z sekty wyznawców Berita1, szuru, drowskiego odpowiednika Baala, buru. O ile wiem, szuru kryją się w jaskiniach do mroku, buru. Nie chcą niszczyć swoich mrocznych zbroi, szuruburu.
– Dobra robota możesz poszukać coś na zakąskę. Lecz jak uciekniesz wytropię cię w nocy i wyssę. – Puścił gnoma i pogrążył się w rozmyślaniu. „Podsumowując gnomy pomagają elfom, a elfy Baalowi. Ogra pewnie też gdzieś zwerbowali. Muszę w ciągu tej nocy dopaść gnomy, które udają się z zatrutym jedzeniem do Darkhberg i ewentualnie zaalarmować Bractwo Cienia i Mroku o tym co się dzieje.” Po kilku godzinach, gdy satyr już powoli tracił nadzieję na posiłek, gnom przyprowadził ze sobą owieczkę. Wolt nie wahając się wyssał całą jej krew.
– Powiedz – zwrócił się do gnoma – jak się nazywasz i czemu dołączyłeś się do tej bandy drowów.
– Infrr… Infilrtrowacja…
– Infiltracja. Szpiegowanie.
– Tak, przeszpiegigowanie. Szuruburu. A gnom ma imię Wtridghswawilth. Możesz mnie zwać Trid-Waw.  Część drowów wierna tradycji czczenia Lilith, szuru, matki demonów. Kazała Wawowi odkryć plany Beritów, buru. No i jestem tutaj, szuruburu. –
– Jak się ściemni. To zabiorę cię ze sobą. Odbędziemy długą podróż.
Na szczęście podczas ostatniej wędrówki nie spotkał żadnego Berity, pewnie za szybko biegł. Czuł jednak że to się zmieni. Słońce zaszło. Wziął pod pachę gnoma i udał się w kierunku miasta Darkhberg.
W trakcie biegu, zwiadowcy drowów, którzy go wczoraj zauważyli, ale nie strzelali bo za szybko się poruszał, tym razem byli gotowi do strzału. Coraz inna strzała świstała koło uszu Woltomira. Na szczęście wampir był na to przygotowany. Dzięki ostremu słuchowi mógł unikać strzał i jak tylko usłyszał jakiś świst skierowany w jego stronę robił unik. Zwiadowcy musieli sobie pluć w brodę. Gdy satyr się męczył, atakował z doskoku nieuważnego elfa, który za bardzo się wychylił i wypijał trochę krwi. Robił to we mgle, żeby inne drowy nie mogli go namierzyć. W końcu po godzinie ostrego biegu, zobaczył coraz bardziej wyraźne ślady gnomów i ghuli oraz jednego ogra.
– Słuchaj Trid-Waw. Musisz się ukryć, bo to co się teraz stanie będzie niebezpieczne.
– Gnomy umieją kopać, szuru, Waw się skryje, buru.
Woltomir popatrzył chwilę na zakopującego się gnoma i ocenił, że dość dobrze opanował sztukę kamuflażu. Wtem usłyszał napięcie kilku cięciw na raz. Zanim strzały dotarły do niego skoczył. Nogi wyćwiczone w skokach i na pracach w polu poniosły go daleko w górę. Wolt zamienił swoje ciało w kilka dużych nietoperzy, które zaatakowały zwiadowców. Każdy nietoperz upił krwi i zaaplikował drowom truciznę, po której elfy w spazmach osuwały się na ziemię. „To były jedyne elfy, które znalazłem. Dowódca elfów uciekł. Ale w którą stronę?”
Po przemianie w ciało, wampirowi przybyło trochę energii, ale potrzebował jej więcej by poradzić sobie z resztą gnomów i ghuli. A ponadto zwiadowcy, którzy strzelali do niego, pewnie teraz są w drodze. Pierwsza grupa powinna przyjść za pół godziny. I tak cyklicznie. Wolt spił krew wszystkich drowów jakich zatruł i mógł zająć się z doskoku ożywieńcami. Wysłał mgłę i ścinał głowy truposzy jedna za drugą. Gdy skończył i mgła odpłynęła, zauważył gnoma idącego w jego stronę.
– Przestań zabijać. Bo mamy jeńca i nie zawahamy się go zabić. – Okazało się że w czasie, gdy Wolt był zajęty walką, jego mały przyjaciel przekopał się do obozu wroga, by przekonać gnomy by przestały być sługusami drowów. Jak widać nie udało mu się. Może nie do końca, bo wampir zauważył, że gnomów jest mniej niż śladów. Zauważył też, że obóz jest pilnowany tylko przez jednego ogra2 i kilka gnolli3.
– Mój przyjaciel mówił wam o wolności prawda? Nie ma już elfów ani ożywieńców, przynajmniej na razie. Co was powstrzymuje, żeby ją sobie wziąć?
– Ogr nas powstrzymuje i jego sługusy. – zasmucił się gnom. – I wcale nie chcemy zabijać, zmuszano nas.
– To może ubijemy interes? Zabije ogra i gnollle, a wy puścicie przyjaciela i odejdziecie wolni.
– Możesz wyzwać dowódcę na pojedynek. – powiedział jeden z nich ucieszony.
– Idź i mu to powiedz. Inaczej wszyscy zginą. – gnom ze łzami w oczach pobiegł do olbrzyma i został rozgnieciony maczugą. „Czyli się zgodził” Pomyślał Woltomir i wkroczył do wrogiego obozu. „10 minut do przybycia pierwszych drowów.” Ogr zmienił broń na wielki dwuręczny tasak, który mógł trzymać w jednej ręce. Woltomir zawył i podbiegł błyskawicznie do ogra. Ogr zaskoczony, że taki mały człowieczek szarżuje wprost na niego zamachnął się tasakiem i… trafił. I Choć Woltowi udało się zrobić unik cięcie przebiegało od lewego ramienia do prawej strony kości udowej. Jakimś cudem serce pozostało nie tknięte. Dzięki pędowi satyra miecz mógł się zagłębić w serce ogra. Wampir padł na cielsko nieżywego ogra.
– Wampir wygrać walkę, szuruburu! – Darł się Trid-Waw – on naszym nowym dowódcą, szuruburu! – Gnolle i gnomy opadły na kolana. „A więc jestem nowym dowódcą.” Gnomy, które uciekły, kiedy przyszedł Waw, wróciły do obozowiska. „Mam całkiem niezłą armię. Jeszcze mam trochę czasu zanim przyjdą mroczne elfy” Wolt usiadł na ogrze i powiedział.
– Meldujcie jakie mamy siły.
– Pięć gnolli, czterdzieści trzy gnomy i sześć psów strażniczych. – Powiedział jeden z gnolli
– Dwa psy koło obozu. Dać mi tutaj, jednego gnolla i 3 gnomy. Będzie mi potrzebna wasza krew jeśli mam walczyć. Uformować drużyny po dziesięć gnomów, jednego gnolla i psa. Dwie drużyny mają patrolować, a dwie zostają w obozie. Jak zobaczycie Mroczniaków wysłać jednego gnoma do mnie i grać na czas. Jak wejdą do obozu zaatakujcie. – Powiedział Woltimer i wypił po 1/3 krwi ofiar, które należały do jego nowej drużyny.
– A ja, panie, szuruburu?
– I uwolnić Trid-Wawa. – Dzięki ofiarom jego zdolność regeneracji przyspieszyła, lecz nadal musiał poczekać około pół godziny zanim będzie cały zdrów. W ciągu pięciu minut wszystko się wyjaśni. Tym którzy zostali, kazał postawić ciało ogra na tronie. Sam wszedł kuśtykając do namiotu wroga. Biodro bolało go i nie mógł użyć szybkiego biegu. „Mam nadzieję że plan zadziała”.
Zaczęły przychodzić pierwsze meldunki. Gnomy powiedziały że pierwszych pięciu zwiadowców doszło, a wraz z nimi dowódca elfów. Gnomy mówiły też, że gnolle zachowały wierność nowemu panu i odwlekały jak mogły przybycie elfów do obozu. Mówiły, że ogr zabił wampira. „Oby w to uwierzył.” Psy zaczęły szczekać. Rana prawie się zasklepiła. Dowódca elfów przybył i zobaczył ogra na tronie. Pięciu zwiadowców przybyło pod obstawą dwóch gnolli i 20 gnomów.
Woltomir z namiotu obserwował jak zaczęła się rzeź. Dwóch gnolli poderżnęło gardła zwiadowców. Zostało jeszcze trzech i dowódca. Połowa gnomów, które stały za elfami zaczęła obrzucać ich strzałkami i pociskami z proc. Reszta poszła do boju z pałkami, krótkimi mieczami i sierpami. Trzy gnolle otoczyły dowódcę wraz z tymi gnomami, które zostały w obozie. Jeden ze zwiadowców zginął od strzałki w gardło. Dwóch pozostałych wystrzelało połowę gnomów, zanim ich dopadły. Jeden otrzymał cios pałką w kolana. Cios był na tyle silny, że połamał zarówno pałkę jak i rzepki obu kolan. Drow się wyłożył i został dobity krótkim mieczem Trid-Wawa. Trzeci elf miał więcej szczęścia. Powalił czwartego gnolla swoim mieczem i z pięciu gnomów. Jeden z gnomów zakopał się w ziemi, reszta co pozostała przegrupowała się, by rzucać w drowa strzałkami i trzymać go na dystans. Zanim schował miecz i wyciągnął łuk, gnom który był zakryty, przekopał się z drugiej strony i przebił serce Mroczniaka.
Na placu boju został tylko dowódca, który zabił dwóch gnolli i z pięciu gnomów, zanim Woltomir postanowił działać. Rzucił czar mgły maskującej, która wszystko zakryła. W jednej chwili wszystko zamarło. Wolt, który widział pole bitwy, powoli sunął na niej, nie wydając żadnego dźwięku.
Dowódca Beritów spanikował i zaczął rzucać się mieczem na wszystkie strony. Wolt kucnął i w odpowiednim momencie wyskoczył z mgły, rzucając się na drowa. Wbił się kłami w jego szyję. Berita trochę się wiercił, ale w końcu z upływu krwi przestał i umarł zamieniając się w sługę Woltomira. „On się jeszcze przyda na resztę drowów”. Po pół godzinie zregeneruje się mu całe ciało. Taki przypływ krwi pomoże nawet na biodro.
Straty były duże. Trzech gnolli i 20 gnomów. Wolt obiecał im wolność, lecz dopóki się nie zregeneruje pozostali muszą odeprzeć następnych zwiadowców. Plan był podobny. Tylko zamiast ogra na tronie zasiadał zmieniony w ghula drow. Następnych pięciu zwiadowców przybyło trochę wcześniej niż zakładał Wolt. Zobaczyli siedzącego ghula-dowódcę i nic nie podejrzewali, gdy gnollle zarżnęli dwóch z nich.
Pierwszy żywy oberwał strzałkami w ramiona, co nieco go spowolniło. Nie mógł strzelać z łuku. Jednemu z gnomów udało się uderzyć go pociskiem w czoło przez co osunął się na ziemię nieprzytomny. Drugiego osaczyło trzech pozostałych gnolli. Drow się nieźle bronił, ale sprytny gnom znowu się przekopał i zadziabał od tyłu. Został tylko jeden. Biodro Wolta zagoiło się, więc doskoczył i skręcił mu kark. Był syty po krwi poprzedniego Berity i nie potrzebował nowego sługi. Strat nie było. Wolt kazał zabić ostatniego ze zwiadowców, spalić skażoną żywność, flaszki zaś z płynem Neko głęboko zakopać w ziemi, a dowódcę-ghula pozbawić głowy. Kazał także im się kierować w kierunku klanu Mrocznych Kruków.
– Jaskiniami dostaniecie się do podmroku. A ja. Ja mam jeszcze parę Beritów do zabicia. Żegnaj Trid-Waw. Może jeszcze się spotkamy w siedzibie klanu. – Powiedział Wolt i skierował się do jaskini, w której trzymali ciało Kirei Neko.
Po kolei usuwał zwiadowców. W końcu natknął się na potężniejszego wroga. Nie zdążył się zatrzymać, gdy jeden z magów-kapłanów puścił w niego kulę ognistą. Musiał skoczyć w górę. Dwóch z nich rzuciło kilka magicznych pocisków. Wolt zmienił się w sześć dużych nietoperzy przez co cel zniknął z toru samonaprowadzających się kul. Po dwa nietoperze zaatakowały pojedynczych magów. Ci co rzucili pociski nie uformowali jeszcze magicznych sztyletów i pierwsi zostali ukąszenie trucizną wampira. Ostatni z magów zdążył rzucić zaklęcie i rozdarł jedno skrzydło Wolta, który stracił kontrolę i uformował ciało. W tym samym momencie został zaatakowany przez maga. Zrobił unik. Nie zdążył. Znowu miał dwie rany. Dwie bezwładne ręce. Nie mógł używać miecza; robił tylko uniki i czekał na stosowną chwilę. W końcu czas zaklęcia Berity się skończył. Wtedy rzucił się na niego i rozszarpał mu gardło. Dwóch zatrutych wyssał i wiedząc, że noc ma się ku końcowi, przyspieszył, by zregenerować się w jaskini.
Gdy nastąpiła następna noc wyszedł z jaskini. Ze zdziwieniem spostrzegł, że został otoczony przez cyganów. Wolt obnażył kły. Wyszła ku niemu starsza kobieta i schyliła głowę. Zdziwiony, że inni także schylili głowy, spytał się.
– Ale o co chodzi?
– Gnomy wszystko nam opowiedziały.
– Jestem zdziwiony, że nie jesteście zamienieni w ghuli.
– Jestem Widzącą, zapomniałeś? Poinformowałam straże miasta Calohim i udaliśmy się w inną stronę. W końcu zawędrowaliśmy tutaj. Cieszę się, że ci się udało.
– A ja cieszę się, że żyjecie, jednak muszę ruszać w drogę, by zdać raport.
– Żegnaj. – Wolt odwzajemnił pożegnanie skinieniem głowy i ruszył do siedziby klanu. Po powrocie zastał koczujących gnomów i gnolli przed twierdzą.
– Xan! Xan! Misja wykonana! Oni są ze mną!
Xan wychyliła się z okna i krzyknęła – Co z tobą?! Czemu ich tu przyprowadziłeś?!
– Nasze jaskinie prowadzą do podmroku! A oni stamtąd pochodzą!
Brama do twierdzy została otwarta, Wolt opowiedział o wszystkim Xan. Okazało się że gnomy i gnolle nie chciały wracać do podmroku. Xan stwierdziła, że mogą zamieszkać w dawnej wiosce Woltomira, którą mają odbudować i przesyłać podatek do twierdzy Kruków.
– Ja zostać z tobą, szuru. Panie. – powiedział Trid-Waw.
– Jak tylko Xan… – nie dokończył, gdy usłyszał jej głos.
– Dobrze, tylko nie daje mu nowego pokoju. Będzie musiał spać z tobą.
– Ja spać na podłodze, szuru.
Po powrocie do izby Wolt położył się na podłodze, a gnomowi kazał spać na kanapie. Gnom się na początku sprzeciwiał, ale satyr powiedział, że jest nieumarły i już nic nie czuje. Natomiast gnom jest żywy i jeżeli chce zostać żywym, nie może się przeziębić. Zasnęli i spali głębokim snem do kolejnej nocy.

1Berit – bóstwo drowów, niektóre mroczne elfy przypisują powrót Baala do powrotu Berita. Bóstwo to było kiedyś drowem, jednak Berit zszedł głębiej niż znajduje się Podmrok i słuch po nim zaginął. Przez co niektóre mroczne elfy zaczęły go czcić.

2Ogry mają wysokość dwóch ludzi, mieszkają na powierzchni, bądź pod nią w jaskiniach.

3Gnolle są zmieszanym podgatunkiem składającym się z genów ludzkich i psich. Ciało mają ludzkie, a pyski psie.

Cofnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *