Niebezpieczna gra

Niebezpieczna gra

Piotrek bardzo lubił gry RPG z przyjaciółmi. Pomagały mu jakoś wytrwać w trudnym świecie nastolatka, przenosząc go do innych światów, gdzie mógł robić co mu się żywnie podoba. Być dobry, zły, być wojownikiem, kapłanem, czy inną postacią. „RPGi, mówił, rozwijają wyobraźnię. Gdyby nie one zostałbym zwyczajnym śledziem, który wpatruje się w Internecie w takie strony jak Pudelek, Fakt czy jakiś inny bildowiec”. RPGi z kolegami wiele dla niego znaczyły.

Wojtek, na co sobotnie zebranie przyniósł nową grę – Tajemnice Siódmej Góry.

– To super gra, widziałem recenzje i pokusiłem się wyhaczyć ją z netu, zanim cały nakład zejdzie.

– Na co czekasz – powiedział Tomasz – rozkładaj ją.

– Oto zasady gry – po rozłożeniu gry zaczął wyjaśniać Wojtek. – Na początku wybiera się frakcję. Albo jest się za Skrzydlatymi Minladami, albo za Enigmatycznymi Panoidami. Następnym krokiem jest wybranie profesji. Tutaj się nie wybiera z puli, tylko losuje. W zależności czy będziesz Minladem czy Panoidem, dostaniesz profesję odpowiadającą danej frakcji.

– Oki, jest nas czterech – stwierdził nieodzywający się do tej pory Sylwester. – Podzielmy się na dwie grupy. Ja chciałbym być z Wojtkiem we frakcji Panoidów.

– Dobrze, to ja będę z Tomaszem w Minladach – powiedział Piotrek. Zaczęli losować profesję. Wojtek wylosował Czarnego Kapłana, Sylwester Podstępnego Kradzieja, Tomasz Wojownika Światłości, a Piotr Druida Życia. Wybrali figurki. Kapłan był przykryty czarną szatą z kapturem i schowanymi w rękawach rękami, Kradziej miał sztylet i ciemną bluzę, by móc łatwo schować się w cieniu. Wojownik miał zbroję, miecz z tarczą i łuk na plecach. Druid zieloną szatę i kij do podpierania się. Postawili figurki na mapie. Rzucili kośćmi. I się zaczęło.

– Hej co my tu robimy? – powiedział skrzydlaty wojownik.

– Coś mi się zdaje, że jesteśmy w grze – odpowiedział Piotr.

Skrzydlaci znajdowali się na odludnej ziemi. Pola przypominały żółto-zieloną szachownicę. Po drugiej stronie pól znajdowali się Kradziej i Czarny Kapłan. Piotrowi i Tomaszowi zrobiło się niedobrze na ich widok i chcieli jak najszybciej ich pokonać w walce. To samo czuli Wojtek i Sylwester. Skrzydlaci czuli, że dobro jest po ich stronie, natomiast w sercach Zagadkowej dwójki potęgowało zło i zazdrość, że tamci są bliżej światła. Czarny kapłan rzucił kulę negatywnej energii. Piotrek prawie jej uniknął, a Tomasz w mgnieniu oka odbił sztylet wycelowany w środek serca. Odbity sztylet zranił go w ramię. Poleciała krew. Druid rzucił czar oplątanie, dzięki któremu Kapłan nie mógł się ani ruszyć, ani rzucać zaklęć. Wojownik za ten czas unieruchomił Kradzieja chwytem zapaśniczym.

– Nie musicie walczyć. Rzućcie broń – zaproponował Piotr. – Poddajcie się.

– Zgoda. Poddajemy się.

– Co się z nami stało…? – spytał Tomasz. – Rzuciliśmy się na siebie jak zwierzęta.

– Masz rację, ale tak mnie ciągnie do ciemności. Zło prawie opanowało moje ciało – stwierdził czarny kapłan.

– Oddajcie nam trochę waszego światła, Skrzydlaci. To ono nas opuściło w tej grze.

– Zgoda – zwrócił się do Sylwestra wojownik.

Podczas gdy w świecie gry trwało pojednanie między dobrą a złą frakcją, w prawdziwym cztery istoty naradzały się w ciałach kolegów.

– No panowie – odezwał się Demon1. – Mamy teraz czas na pogaduchy.

– Streszczaj się – powiedział Anioł1 – nie powinniśmy ich zbyt długo męczyć, bo jeszcze się pozabijają. Ja już mam ranę od sztyletu Kradzieja.

– Nie mów, że ustawiłeś na realistyczne obrażenia. Gagatek z ciebie lepszy ode mnie – Uśmiechnął się złowieszczo Demon2. – Powinniśmy się chyba zamienić frakcjami.

– Wiecie dobrze, o co nam chodzi – zabrał głos Anioł2. – Powinniśmy się połączyć w jedność my anioły i wy demony. Znaleźć własną parę i stać się nową istotą. Po to się tu zebraliśmy. Patrzcie, oni już nie walczą. Łączą swoją energię. Tak jak myślałem: młodzi ludzie, mający taką wyobraźnię na pewno sobie poradzą. Miejmy nadzieję, że innym też się uda to co nam. A teraz razem. – Zjednoczenie! – krzyknęła cała czwórka. I tak powstała nowa rasa aniołów – anioło-demony.
Tymczasem koledzy powrócili do swoich ciał. Coś się w nich zmieniło. Byli obojętni, ani dobrzy, ani źli. Tak jakby nie mieli sumienia, a co gorsza duszy. Postanowili, że nigdy już do tej gry nie powrócą i spalili ją w piecu.

Cofnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *