Pierwszy poziom

Pierwszy poziom

Agriel przełknął tabletkę przejścia i po chwili znalazł się w piekle, po drugiej strony lawy. Piekło było dziwne; im głębiej się schodziło pod ziemię, tym wyżej się znajdowało. Jest odwróceniem praw przyciągania, tak samo ziemskich, jak i niebiańskich. Nieba znajdują się odpowiednio: pierwsze troposfera, drugie stratosfera i trzecie mezosfera. Od najniższego do najwyższego. W piekle było na odwrót. Tu Lucyfer miał rezydencję najgłębiej. Ochronę miał złożoną z mitycznych stworzeń jak cyklopy, centaury, satyry, dżiny, czy inne stworzenia, hybrydy. Wszystkie te stworzenia zostały strącone do podziemi podczas potopu. Od tamtej pory w piekle roiło się od nich, także są na niższych piętrach ukończonej wieży Babel. Jej pierwsze kondygnacje obejmowały połowę piekła. Miały rozmiary kontynentów. Pierwszy kontynent był miejscem, gdzie mogli przebywać wszyscy. Na kolejne obszary piekła trzeba mieć przepustkę. Agrielowi na razie wystarczył pierwszy poziom piekła. Przebrał się tak, żeby zakryć swoje świetliste skrzydła. Poszedł do „Gorącego pocałunku”, baru z siarczystymi winami i gorącymi tancerkami go-go – sukkubami. Nie był to zbyt wyszukany bar, zresztą jak większość miejscówek w pierwszym piekle.

Agriel podszedł do baru i zamówił siarczystą śliwowicę. Do czasu, aż stanie przed Metatronem, by zdać mu raport, mógł sobie pozwolić na siarczysty oddech.

– Barman – Agriel zagadał do zombiaka, który ze względu na to, że był zombiakiem, – Barman! – musiał usłyszeć dwa razy, zanim się odwróci. Było to trochę problematyczne w rozdawaniu napojów, więc wymyślono, że klient sobie sam będzie rozlewał napoje, a zombie będzie tylko – w sposób powolny, ale skuteczny – pobierał zapłatę.

– Coo? – spytał przeciągle barman, zdziwiony, że ktoś w ogóle do niego zagadał.

– Na czym polegał ostatni zlot Lucyfera? Bo byłem – ekhm… niedysponowany.

– Nie…

– Aha, nie wiesz. Dobra, poszukam kogoś, kto wie.

– …by…

– Tak – by się dowiedzieć…

– …ło… – w tym momencie zombiak uniósł dwa palce do swojego otworu gębowego.

– Ach, chcesz coś zjeść, może się oddalę…

– …go – i dokończył.

Po chwili do Agriela dotarło, że zombie próbował mu powiedzieć od ponad minuty, że nie było żadnego zjazdu. Skoro to nie inicjatywa Lucka, to kogo? Piekło jest jak morze – długie, szerokie i co dziwne – wysokie w głąb (sic!). A główni jego przedstawiciele interesują się hedonistycznymi zabawami, że tylko od czasu do czasu posyłają swoje podwładne demony, by sprowadziły do piekła nowych potępieńców. Tę aferę zorganizował ktoś inny. Agriel potrzebował zawodowych wieszczek.

Cofnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *