Pomysł

Pomysł

Podczas gdy Agriel szukał wieszczek, Metatron wydał rozkaz zgrupowania wszystkich chorych aniołów do strefy bezpieczeństwa, do momentu wynalezienia antidotum przez Rafaela w tajnym laboratorium. Ich niebo znajdowało się niżej niż nieba ludzkich dusz, a jednocześnie miało portal dochodzący do jednego z nieb trzeciej kategorii umiejscowionej na mezosferze. Wejście było izolowane przez pieczęć Pana i mogli tam wchodzić tylko anioły upoważnione przez Metatrona. Miało również tunel na drugim poziomie, przez który wrzucano do niego chore anioły.

Patael wpadł na pomysł. Dość niebezpieczny, ale przynajmniej zakładał jakieś działanie. Znając swoją chorobę, wiedział, jak odczuwają świat anioły, które zachorowały świadomie bądź nieświadomie. Gdy był chory, nie czuł światła. Czuł się jak człowiek, któremu odebrano wszelkie możliwości na zbawienie. Chciał wrócić na ziemię, zjednoczyć się z materią. Wiedział, że to herezja, więc nic nie mówił Widaelowi, Gemperelowi i Konaelowi. Dopiero teraz się zwierzył ze swoich przeżyć.

Plan polegał na tym, by jeden z jego przyjaciół udawał chorego i wszedł w środowisko zamkniętych aniołów, żeby się czegoś dowiedzieć. Nie wszystkie anioły weszły do izolatki dobrowolnie. One powinny coś wiedzieć na temat miejsc spotkań z demonami. Potrzebne było tylko pozwolenie Metatrona i ochotnik. Gemp się zgłosił i uzyskał pozwolenie. Polityk powiedział mu, że musi wykonać próbę, która go odmieni. Miał przejść przez niebieski portal.

– Tylko tyle? – spytał się Gemperel.

– Aż tyle – odpowiedział z powagą Patael, po czym zgniótł ziarno portalu i wyrzucił dwa metry od siebie. Z ziarna wyrosła niebiańska brama.

– To do zobaczenia – powiedział Gemp i wniknął w niebieski niebyt.

Znalazł się na ziemi w łóżku z nowo upolowaną dziewczyną.

– Kochanie, jeszcze raz – zamruczała. W głowie gangstera migotała jakaś dziwna myśl, że to nie on, że to tylko mu się śni i tak naprawdę…

– Oj, proszę, misiaczku – …ma jakąś misję do wykonania.

– Nie mogę kwiatuszku, nie teraz. Muszę…

– Znowu kogoś zabić? To idź i przychodź, będę czekała.

Gangster ubrał się, wziął beretę, a następnie udał się samochodem… „Dokąd mam jechać? Nie byłem tu od tak dawna”. Postanowił, że pojedzie do szefa – mafiosa zachodniej dzielnicy. Gdy już wjeżdżał na parking, zaczęto strzelać do niego. Zatrzymał wóz, wyskoczył. Coś w jego głowie mówiło – poddaj się.

– Nie strzelajcie – ja swój.

– Swój nie zdradziłby kolegów. – Teraz Gemp przypomniał sobie wszystko i zapłakał.

– Gdybym was nie wydał, to umarłoby dużo ludzi. Zrobiłbym to jeszcze raz, gdybym musiał.

– Zdradziłeś rodzinę dla jakichś pionków. Lepiej wystaw łeb to ci go odstrzelimy.

„Poddaj się, tylko tak możesz doznać przebaczenia swoich kolegów”. Gemperel wyszedł z ukrycia, po czym spadł na niego grad braterskich kul. Jednocześnie dziury przekształcały się w jaśniejące światło. Aż w końcu stał się tym, kim był przed próbą – aniołem Boga. Przeglądnął się w lustro-drzwiach i zaskoczony stwierdził, że ma o jedną parę skrzydeł więcej.

– A więc po to był ten cały cyrk.

– Wyeliminowaliśmy z ciebie zło, które byś obudził, przekształcając się jak ja. Jednak nie tylko dla tego awansowałeś. Im bliżej jesteś światła, tym mniejsze istnieje prawdopodobieństwo na zachorowanie. Ta zaś jest zaraźliwa w większej grupie aniołów.

– A co z przebraniem?

– Połknij to. – Polityk podał mu szarą tabletkę. – Została stworzona, gdy Metatron utworzył tę izolatkę. Skrzydła Gemperela zmieniły się na szaro-brudne. Całe światło, które zyskał wyblakło – jedno tylko się nie zmieniło – miał trzy pary skrzydeł.

– Teraz tylko musisz dobrze zagrać i wejść przez tunel do strefy izolacyjnej.

Cofnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *