Archiwum kategorii: Poezja

wiersze

Przez okno

Przez okno…

wyszedłem przez okno
by sprawdzić
na ile widok jest zgodny z rzeczywistością

trawa pod stopami
zielona, delikatna
łamie się pod ciężarem wspomnień

od czasu do czasu kamień
twardy, kanciasty
może zranić – przez nieuwagę

kwitnące wiśnie
powalają zapachem
jak Twoje ciało po kąpieli

a Ty zachęcasz mnie:
„Wejdź z powrotem –
poczuj powiew mojego oddechu”

i już prawie wchodzę
przez okno
gdy słyszę gwizd czajnika…

odblask padającego słońca kłuje w oczy
a obok mnie nie ma już nikogo
nawet sen o mnie zapomniał

Cofnij

Maślaki

Maślaki

Maślaki myślaki jedzą z mojej kozy
Roboroby świrusy obdarowują mą ciemną stronę

wwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwweb

Oj tam tekstu mniej na lodzie czarnego

Anathemo dyskusji
Worldwidewideweb
Ma śmiertelny jak chleb
Kasę za jeb

Cofnij

Wstrząs

Wstrząs

nam przykazano
nosić maseczki
by zakazać nam uśmiechu

nam zakazano
wychodzić z domu
każąc zwariować

a my tylko kiwamy głową
jak pieski mechaniczne
Wystarczy wyjąć nam baterię
i nie będziemy szczekać

tylko wstrząs mógłby nas ożywić

Cofnij

wahadło stałości

wahadło stałości

TO trzyma w jednym punkcie
JEST po prostu stałe
NIE potrafi ruszyć
jakbym się nie zapierał
ze stałością nie wygram
ani nie przegram

TO w punkcie zero
JEST bez minusa i plusa
NIE rozróżnia dobra i zła
gdybym się zbliżył
zostałbym wchłonięty
i grałbym bezdźwięcznie w chaosie

TO punktem pewnego zaparcia
JEST siłą samą w sobie
NIE-Bogiem
ani nie szatanem
próżnią absolutu
PRAWEM

Cofnij

pewne kobiety

pewne kobiety

pewne kobiety się nie zmieniają
mają włosy blond
czarują, o sobie zapominając
to ich wielki błąd

zakochują niegrzecznych chłopców
i samotnych zostawiają
wole oddając istotom z dołu
z życia ich uciekają

niebu uchylają słodycz
goryczy nie doświadczając
chaos w serca młodych
na zawsze zostawiają

Cofnij

miasto moich narodzin

miasto moich narodzin (Bystrzyca Kłodzka)

stare skruszałe kamienice
kolorem przypominające kobietę
która jest pewna tylko jednego
że nie może się zdecydować

bramy grodu po świetności
prowadzą poza przestrzeń
zawarte w cmentarnych granicach
nieskończoności, w liczbach pod krzyżem

a mury nie mówią ani słowa
już zburzono część za pomruki
pozostaje im milczeć
wiecznie spowiadają duchy z katowni

nawet ptaków nie ma
ratusz zimą ogołocony
pies tylko czasami szczeknie
na oddającego mocz przechodnia

na szczęście są tu jacyś ludzie
człowieczeństwa nie utracili
jeszcze jest nadzieja
dla dzieci, dla miasta
                                        niezwyciężona

Cofnij

senny erotyk

senny erotyk

może wszystkie udają
ale wierzę że ty nie
gdy jesteśmy razem
zwierasz nogi
jakbyś robiła to pierwszy raz

rozumiem turkaweczko
czemu grasz niedostępną
twa mała jest naprawdę ciasna
i orgazm przeżywasz
za każdym posunięciem
przy każdym otarciu

na twe pyszne
góry z jedwabnej pramaterii
wchodzi mój góral
odpoczywając w ich dolinie

a gdy już połaskotałem
sekretne twe części ciała
pocałowałem Cię czule
w czółko

śpij mała śpij
jutro…
do jutra

Cofnij

wiersz o przyszłości

Wiersz o przyszłości

zaczątek tego wiersza
to niezły początek

w piątek pisany
wydrukowany wątek

z soboty na niedzielę
zwrócony do roboty

w poniedziałek szczęśliwy
wróciłem z działek

a we wtorek miałem
wypchany worek

środą zachwycony
odpoczywałem nad wodą

czwartkiem rodzinnym
czasem z żoną i synkiem

dobry tygodnia
koniec i doby

Cofnij

otulony

Otulony

czas wolno płynie
przy „om tare tu tare swaha”
mózg zmęczony odpływa
trzymam się ostatnich godzin
oczekując zmiany

piękno wyobrażam sobie
jako szereg wierzb płaczących
nad rzeką

ich wiotkie gałęzie opadają
prawie dotykając podłoża

woda grzmiąca
rozbija się i chlapie
bliżej położone kamienie,
ziemię

po drzewach tylko suche pnie zostały
i kamienie przy wodospadzie
woda już nie napędza młyna
wyschła
młyn poszedł w zapomnienie
na dnie kanału
zostały zgrzybiałe kajaki

tylko ja trwam i temu się dziwię

pora wracać
skrzydłami devy otulony

Cofnij