Archiwum kategorii: Proza

Opowiadanka, nowele, fragmenty

Agriel, Moiry i bitwa

Agriel, Moiry i bitwa

Agriel musiał się trochę pomęczyć, zanim wszedł na ostatni kontynent piekła. Ponoć na samą górę wiodło 666 tysięcy schodów. Dla rozrywki podczas wchodzenia zaczął liczyć te schody. Wyszło mu że jest ich 666 tysięcy i 61 – mała pomyłka piekielnych budowniczych. Gdy w końcu wszedł na szczyt, skierował się najpierw do Lucyfera. Zobaczył anioła, który miał postawę królewską. Nadal po upadku posiadał szlachetne cechy. Jego twarz jednak nosiła wyraz niepokoju, zmartwienia, nieszczęścia, złośliwości, nienawiści, podstępności, fałszu i wszelkiego zła. Czoło niegdyś szlachetne tuż nad oczami zapadło się i wycofało. Jego oczy były przebiegłe i przenikliwe. (Opis z „Wielki bój” Ellen G. White) Miał cztery pary skrzydeł jak Metatron. Gemperel oddał list. Poczekał chwilę (może przeczyta na głos zaszyfrowane informacje).

Czytaj dalej

Przeszpiegi wśród swoich

Przeszpiegi wśród swoich

Gemperel został wrzucony do strefy bezpieczeństwa przez tunel. Było tam kilkanaście, pogrążonych w myślach, szarych aniołów. Gemp przybrał ten sam wyraz twarzy. Początkowo szarzy się podniecili. Przecież to pierwszy chory anioł 3-stopnia. Po chwili jednak wszystko się uspokoiło. Od wrzucenia Gempa minęła godzina albo dwie, albo cały dzień. Czas dla niego ciągle się wydłużał. Anioły nie rozmawiały z nim. Nie wiedział tylko z jakiego powodu. Oprócz upływającego czasu Gemperel coraz bardziej odczuwał chorobę szaraków. Powoli zaczął się do nich upodabniać. Miał jednak misję i musiał jakoś ich zjednać. Przynajmniej tych, którzy nie trafili z własnej woli. Było kilka aniołów, które, dla siebie nie wiadomego powodu, lgnęły do niego i odbierały resztki jego energii. Jednak one nic nie wiedziały. Zapytane czego od niego chcą, mówiły, że ma w sobie coś, co je pociesza. Pytane o powód choroby i uwięzienia, odpowiadały, że albo się zaraziły od innych, albo straciły opiekę nad swoim człowiekiem, który nagle wyzbył się emocji. Uwięzieni ci przybyli tu dobrowolnie. Spytani, czy ktoś przybył tu pod przymusem, wskazywali głowami na grupkę aniołów stojących razem.

Gemperel powoli zaczął szarzeć pod kostiumem. W końcu kopnął w portal do trzeciego nieba. Podleciał do sufitu i zaczerpnął światła, które miało uzdrawiać chore anioły (chyba Rafael nadal pracował nad antidotum), ale zupełnie sobie z tym nie radziło, po czym narysował portal na podłodze sfery. Wywołał tym wielkie poruszenie, gdy przez niego przeszedł. Gemperel z odrazą zrzucił przebranie, jednocześnie prosząc Metatrona o wypalenie światłem Boga plam, które się pojawiły. Metatron zgodził się i wysłał go z powrotem na przeszpiegi. Gemperel odczuwał zimny ból w miejscach zarażonych, w których pojawiało się boskie światło. Wytrzymał i po połknięciu szarej tabletki był gotów do zejścia. Powitany został przez szaraki jak bohater. Przez tych, którzy byli świadomi buntu. Okazało się, że gdy on przeszedł przez bramę, to jeden z buntowników też to zrobił. Powiedzieli mu, że za niedługo będzie atak na strefę. Wzmiankowali, że jakiś anioł 3-stopnia ma doprowadzić do bitwy.

Wszelkie pytania o to jak nazywał się ten anioł, spełzły na niczym. Gemperelowi musiała wystarczyć ta informacja. Postanowił, że przejdzie przez portal i zda raport Metatronowi.

– Gemperel, anioł trzeciego stopnia, możecie mnie wypuścić. Hasło: „Szara pantera”. Luk został otwarty, a anioł przeszedł tak szybko, by zdziwieni więźniowie nie wykorzystali okazji do ucieczki.

Gdy już zdał raport, Metatron wydał nowe rozkazy. Izolatkę w całości przeniesiono w inne miejsce, zakamuflowano, a wejścia usunięto. Na miejscu izolatki postawiono atrapę, która miała być pułapką dla agresorów. Usunięto z niej lecznicze światło, by ten, który tam wpadł, nie mógł uciec, jak zrobił to Gemperel. Straże postawiono przy wejściu do tunelu. Gdy wszystko było gotowe, wystarczyło poczekać.

Cofnij

Wycieczka Agriela

Wycieczka Agriela

 

Wieszczki, ze względu na swoją niezwykłość i unikatowość, znajdowały się w dziewiątym i ostatnim kontynencie piekła, na czubku Wieży Babel, zwanym BG – Bad Guy. Kontynent ten miał powierzchnię podwojonych wysp brytyjskich. Lucyfer lubi się pytać wieszczek o to, co działo się w niebie, na ziemi, czy na jego włościach piekielnych. Jednak Lucek nie za bardzo rozumiał, co mówiły wieszczki, bo żeby je zrozumieć trzeba mieć nieźle poukładane w głowie i mieć szczęście w interpretacji. Lucek tych atrybutów nie posiadał albo krył się z jakiś dziwnych powodów. Ponadto ustalił kiedyś zasadę – róbcie, co chcecie, tylko nie podważajcie mojej władzy. Przez co piekło zamieniło się w hedonistyczny Babel. Od tamtej pory wymyślono coś na wzór telewizji na żywo. Kamery filmowały potępionych, którzy cierpieli i umierali w wymyślnych programach. Ci z potępionych, którzy umarli byli degradowani do innych, mniej popularnych programów. Dostawali przez to mniej kredytów i nie mogli już sobie pozwolić na luksusy. Cierpienie i śmierć było na porządku dziennym w Hell TV. Od czasu do czasu jakiś diabeł wysyłał demony, by polowały na dusze. Jak już udało się im uzyskać dla piekła, zniewalano je, sprzedawano, bądź wymieniano ich między sobą.

Agriel musiał dostać się do wieszczek i do Lucyfera tak, żeby go nie rozpoznano. Gdyby to się stało, miałby problemy zarówno na górze, jak i na dole. Lucek musiał się dowiedzieć, że ktoś za jego plecami może zniszczyć nie tylko jego piekielną idyllę, ale i Ziemię. Gdyby choroba rozprzestrzeniła się w świecie ludzi, powstałoby drugie piekło. Piekło ludzi wypranych z uczuć i emocji. Demony zaś nie mogłyby pozyskiwać potępieńców.

Anioł zaszył się w zaułku i zjadł czarny cukierek. Po minucie przemiany pokazał się jako demon. Wszystkie skrzydła złożyły się tak, by udawać garba, a pióra zamieniły się w zastygłą czarną maź. Podszedł pewnym krokiem do pierwszej bramy i ją przekroczył. Gdyby chociaż się zawahał bądź okazał zdenerwowanie, bramkarz nie przepuściłby go. Kazałby na pewno dać jakąś przepustkę, której on nie miał. Na szczęście się udało.

Agriel zauważył, jak jeden demon pokazywał dumnie swój glejt, a strażnik lekko zdziwiony przepuścił go. Demon kierował się prosto do drugiej bramy. Anioł przyczaił się, a gdy denat przechodził koło jego kryjówki, wciągnął go w ciemny zaułek. Ciemnoskrzydły początkowo się opierał i miał już krzyczeć, gdy Agriel go ogłuszył. Wyciągnął glejt i z ulgą stwierdził, że zawiera informacje, które mają zostać dostarczone do Lucyfera. Niestety były zakodowane. Podpis diabła, który podpisał glejt, wydawał się mu trochę znajomy, ale dlaczego, tego nie odgadł. A taka była treść:

 

„Należy przepuścić przez wszystkie bramy tego doręczyciela, gdyż tylko on został upoważniony do osobistego doręczenia tej wiadomości JKM Lucyferowi. (Tutaj następowały jakieś chore esy-floresy i podpis na końcu.) Diabeł Leirag”.

 

No to wizytę miał zapewnioną.

Cofnij

Pomysł

Pomysł

Podczas gdy Agriel szukał wieszczek, Metatron wydał rozkaz zgrupowania wszystkich chorych aniołów do strefy bezpieczeństwa, do momentu wynalezienia antidotum przez Rafaela w tajnym laboratorium. Ich niebo znajdowało się niżej niż nieba ludzkich dusz, a jednocześnie miało portal dochodzący do jednego z nieb trzeciej kategorii umiejscowionej na mezosferze. Wejście było izolowane przez pieczęć Pana i mogli tam wchodzić tylko anioły upoważnione przez Metatrona. Miało również tunel na drugim poziomie, przez który wrzucano do niego chore anioły.

Czytaj dalej

Pierwszy poziom

Pierwszy poziom

Agriel przełknął tabletkę przejścia i po chwili znalazł się w piekle, po drugiej strony lawy. Piekło było dziwne; im głębiej się schodziło pod ziemię, tym wyżej się znajdowało. Jest odwróceniem praw przyciągania, tak samo ziemskich, jak i niebiańskich. Nieba znajdują się odpowiednio: pierwsze troposfera, drugie stratosfera i trzecie mezosfera. Od najniższego do najwyższego. W piekle było na odwrót. Tu Lucyfer miał rezydencję najgłębiej. Ochronę miał złożoną z mitycznych stworzeń jak cyklopy, centaury, satyry, dżiny, czy inne stworzenia, hybrydy. Wszystkie te stworzenia zostały strącone do podziemi podczas potopu. Od tamtej pory w piekle roiło się od nich, także są na niższych piętrach ukończonej wieży Babel. Jej pierwsze kondygnacje obejmowały połowę piekła. Miały rozmiary kontynentów. Pierwszy kontynent był miejscem, gdzie mogli przebywać wszyscy. Na kolejne obszary piekła trzeba mieć przepustkę. Agrielowi na razie wystarczył pierwszy poziom piekła. Przebrał się tak, żeby zakryć swoje świetliste skrzydła. Poszedł do „Gorącego pocałunku”, baru z siarczystymi winami i gorącymi tancerkami go-go – sukkubami. Nie był to zbyt wyszukany bar, zresztą jak większość miejscówek w pierwszym piekle.

Agriel podszedł do baru i zamówił siarczystą śliwowicę. Do czasu, aż stanie przed Metatronem, by zdać mu raport, mógł sobie pozwolić na siarczysty oddech.

– Barman – Agriel zagadał do zombiaka, który ze względu na to, że był zombiakiem, – Barman! – musiał usłyszeć dwa razy, zanim się odwróci. Było to trochę problematyczne w rozdawaniu napojów, więc wymyślono, że klient sobie sam będzie rozlewał napoje, a zombie będzie tylko – w sposób powolny, ale skuteczny – pobierał zapłatę.

– Coo? – spytał przeciągle barman, zdziwiony, że ktoś w ogóle do niego zagadał.

– Na czym polegał ostatni zlot Lucyfera? Bo byłem – ekhm… niedysponowany.

– Nie…

– Aha, nie wiesz. Dobra, poszukam kogoś, kto wie.

– …by…

– Tak – by się dowiedzieć…

– …ło… – w tym momencie zombiak uniósł dwa palce do swojego otworu gębowego.

– Ach, chcesz coś zjeść, może się oddalę…

– …go – i dokończył.

Po chwili do Agriela dotarło, że zombie próbował mu powiedzieć od ponad minuty, że nie było żadnego zjazdu. Skoro to nie inicjatywa Lucka, to kogo? Piekło jest jak morze – długie, szerokie i co dziwne – wysokie w głąb (sic!). A główni jego przedstawiciele interesują się hedonistycznymi zabawami, że tylko od czasu do czasu posyłają swoje podwładne demony, by sprowadziły do piekła nowych potępieńców. Tę aferę zorganizował ktoś inny. Agriel potrzebował zawodowych wieszczek.

Cofnij

Działania trzech muszkieterów i opiekuna

Działania trzech muszkieterów i opiekuna

Widael jako broń wybrał sobie taśmę-bicz. Kontroluje jej giętkość, twardość, ostrość i długość. Zatem może zrobić nią prawie wszystko. Gemperel jak na gangstera przystało miał swój pistolet 9 mm, a Konael poprosił o krzyż z ostrzem w środku. Patael nie pozwolił im używać ciał na ziemi, mieli zdać się na spryt, odwagę i… szczęście. Patael na trzecim poziomie dostał duże lustro. A na nim było ukazane – jak w odbiornikach kilku kamer – wiele ludzkich żywotów. Wpisał do wyszukiwarki kamer nazwę gry „Tajemnice siódmej góry” i po chwili miał już obraz dwudziestu gier, które miały dotrzeć do młodzieży w wieku jego podopiecznego. Inne, które dotarły, zrobiły już zamieszanie w strukturze anielskiej. Koledzy Pataela musieli działać szybko i bezwzględnie. Podał wytyczne trzem aniołom i zaczęły się dziać dziwne rzeczy.

Na trasie krajowej 48 przewrócił się samochód dostawczy, podobno zahaczył o kamień, który zrobił dziurę w oponie. Przekoziołkował kilka razy. Na szczęście kierowca miał zapięte pasy. Zawartość dostawy – pięć gier zapakowanych tak, żeby nic broń Boże im się nie stało, wpadło dziwnym trafem do rzeki oddalonej o rzut kamieniem.

Inna gra miała trochę większego pecha. Kobieta, która ją kupiła, zostawiła bagaż w luku, a podczas lotu otworzyła się klapa i cały bagaż spadł na ziemię. Szukaj mnie w polu – woła.

Z następną doręczyciel szedł z poczty do domu jakiegoś bogacza, ale przeszedł pod drabiną i wylała się mu farba na przesyłkę. Stał się odtąd człowiekiem przesądnym, a przesyłkę wywalił do kosza. Coś mu podpowiadało, że bogacz będzie niezadowolony z prezentu jaki mu mógł donieść.

Innym razem przez miasto przelatywały małe meteory. Cudem jeden z nich się oderwał od chmary i uderzył prosto w miejsce, gdzie gra się znajdowała.

Na poczcie mylili się i zamiast do rąk graczy, zostały dostarczone na jeden adres, gdzie były zamknięte drzwi z napisem – „Połóż tą zajebistą grę i wynocha, w skrzynce na listy masz forsę”.

Wszystko szło dobrze. Zostało wyeliminowanych dwanaście gier, gdy pojawił się kłopot. W trybie natychmiastowym, niewidocznym dla ludzkiego oka, zostały doręczone cztery gry do domów, w którym były żądne zabawy dzieciaki. Patael zauważył, że do bitwy o dusze dzieciaków wtrąciły się zmutowane demony, które nie muszą mieć zgody na interwencję od wyższych szczeblem pobratymców. Polityk przekazał polecenia do swoich podkomendnych, gdyż nie mogli sobie pozwolić na dalsze straty.

Za pomocą Pataela anioły wyłapały trójkę demonów. Każdy z nich utworzył przed niespodziewającym się demonem doręczycielem niewidoczny portal do neutralnego świata. Patael również interweniował, inaczej ostatnia gra doszłaby do miejsca przeznaczenia. Zaczęła się walka.

Widael spotkał Nożycorękiego Nawuiela. Na początku walki wstążka nie mogła dosięgnąć Nawuiela, a każdą próbę dojścia do szyi, czy po prostu zranienia go przez Widaela, odpierał nożycami i obcinał broń, słabnącą za każdym razem. Nasz anioł musiał czerpać z sił życiowych, by odtwarzać wstęgę. Wdowa postanowiła zmienić taktykę. Zamieniła broń w bicz, w którym końcówka stała się metalowa. Tym razem Nożycoręki musiał robić uniki. Robił to na tyle szybko, że Widael nie nadążał i kiedy Nawuiel zaczął się zbliżać, Wdowa zaczynała przegrywać. Gdy Nawuiel już był tuż tuż i nawet zranił ramię anioła, Widael wzbił się w powietrze i strzelił z bicza. Nawuiel zrobił unik. Wtedy demon wzniósł się również w powietrze, chcąc staranować wdowę, która zauważyła to i zrobiła pełny piruet. Zaskoczony demon nie odbił już stalowej końcówki, która przebiła mu serce. Maź, którą był obleczony anioł po przemianie, zeszła z niego. Widael stał się świadkiem rozpadu rozdzielonego demona i śmiertelnie ranionego anioła. Demon się rozpuścił, a anioł rozpłynął w świetle.

Gemperel trafił na metalowego demona. „Jak ja go postrzelę, przecież wszystko ma z metalu” – pomyślał Gemp. Zaczął strzelać – może któraś kula przejdzie. Kule zatrzymywały się na ciele diabła, wiercąc skorupę. Rozjuszony Weriel zaszarżował na niego. Gemp wzbił się w powietrze, lecz Weriel nie tracąc na impecie, rozłożył skrzydła i wbił je pod żebra aniołowi, kilka z nich łamiąc. Gemperel zobaczył błysk w oczach Weriela. „Oczy, to jego słaby punkt”. Gemp zwijał się z bólu, a Weriel zaczął kopać leżącego po brzuchu, głowie i już prawie wyrywał mu skrzydła, gdy Gemperel zerwał się i przyłożył zaskoczonemu anioło-demonowi pistolet do lewego oka. Nacisnął spust. Metal zaczął się rozpływać. Czarna maź spłynęła na neutralne pole walki, a uwolniony anioł, zanim się rozpłynął, podziękował za ratunek Gemperelowi.

Konael szybko wyciągnął z krzyża długi sztylet. Demon, z którym walczył, miał również białą broń, tylko trochę dłuższą i cięższą. Miecz dwuręczny. Konael miał o tyle przewagę, że jego drugą bronią był poświęcony krzyż. Gdy Kiamiel robił zamach mieczem, Konael oślepiał przeciwnika blaskiem krzyża i odskakiwał na bok, żeby uniknąć śmiertelnych ciosów. Powoli Konael zaczął się męczyć. Musiał coś wymyślić, bo jeszcze trochę i ten durny demon pozna się na jego unikach. Gdy następny zamach, miał już odciąć mu głowę, zastosował miejscowy teleport, znajdujący ujście za plecami Kiamiela. Wbił sztylet w plecy demona.

Patael, gdy został aniołem drugiej kategorii, wybrał dla siebie pióro orła. Wszakże było ostrzejsze od miecza. Jako anioł trzeciej kategorii dostał kołczan z łukiem. Każda strzała zawierała dokładną kopię jego pióra. Udefiel posiadał okrągłe shurikeny – zaokrąglone noże w wielkości kółek do gry w ringo. Rzucał nimi raz za razem. Polityk ograniczyl się do pisania zwojów ochronnych. Odbijały czakramy i kierowały z powrotem do Udefiela. Demon ze zręcznością nowej rasy, łapał je i odrzucał ciągle w kierunku Pataela. Anioł zmienił strategię. Zastosował zdublowanie się. Jeden z podwojonych pisał zwoje ochronne, a drugi strzelał z łuku. Udefiel nie potrafił unikać jednocześnie swoich czakramów i strzał. W końcu strzały zaczęły docierać do demona. Ostatnia strzała z kołczanu dosięgła szyi. Patael zaobserwował to samo, co widzieli jego podkomendni. Jednocześnie odczuł wielką ulgę i jego depresja anielska zniknęła. Później sprawdził swoich ludzi i wyszło na to, że też doszli do siebie. Gry demonów zostały zniszczone. Niestety cztery gry zostały dostarczone. Patael zdał raport Metatronowi, a ten pogratulował aniołom Pataela sukcesu z udanej akcji. Był to początek wojny.

Cofnij

Struktura i pogłosie

Struktura i pogłosie

Pataela zaskoczyła nagła zmiana charakteru Piotra i jego trzech kolegów. Stali się stonowani, milczący, jakby pozbawieni życia. A to jeszcze dzieciaki, muszą się wyszaleć, mają swoje zainteresowania, no i powinni się buntować w tym wieku. W końcu sam to przeżywał, gdy jeszcze żył na ziemi jako człowiek i doświadczał buntu młodzieńczego. To nie było normalne. Musiał skorzystać z kuli. Przewinął do tyłu, zanim stali się tacy cisi. Po upływie minuty zobaczył całą sytuację. Piotrek z przyjaciółmi zostali opanowani przez duchy, zarówno te dobre, jak i te złe. Widać było w kuli, że się połączyli, dwuskrzydłe anioły i demony. Stworzyli nowy gatunek. Ale jakim kosztem… To przez tę grę. Sam Patael czuł się osłabiony, jakby światło straciło swój blask.

Nie tylko on zachorował na tą dziwną depresję. Musiał działać jak najszybciej. Czuł, że trzeba tę grę jak najszybciej wycofać. Agriela jak zawsze brakowało. Agriel mógł przekraczać portal do aniołów trzeciego stopnia, ze względu na to, że miał sześć skrzydeł. Patael miał ich tylko cztery. Zaczął myśleć, jak się stać aniołem wyższego rzędu. Robił to tak intensywnie, że zaobserwował w sobie pewną przemianę. Chociaż intencje miał czyste i on był czysty jak łza, coś z niego zaczęło wychodzić. Najskrytszy, ciemny rdzeń jego jestestwa. Połączenie yin i yang, które było przed przemianą w jego wnętrzu, rozdarło się na pół. Tak powstał demon. Istota doskonale zła, jak i doskonale słaba (poprzez kultywowanie słabościom). Podczas tego procesu Pataelowi wyrosła trzecia para skrzydeł. Demon przez chwilę zastanawiał się, gdzie jest, ale widząc wielkie światło, które wydobywało się z luku do trzeciego nieba, porażony spadł w otchłań. Patael wzbił się szybko w górę przez przejście do trzeciego nieba.

Napotkał tam zdziwione anioły trzeciego stopnia, które grupowały się przy Metatronie.

– Kimże jesteś, że bez nauk o strukturze niebios, a co najważniejsze bez wiedzy na temat przemienienia się, zrobiłeś to i przekroczyłeś swoje uprawnienia?

– Nie wiem, o co wam chodzi z tymi naukami, ale na ziemi jest trudna sytuacja…

– Pataelu co tu robisz? Co cię tak wybiło z równowagi, że się przemieniłeś? – spytał się Agriel.

– Nikogo nie było z was… z nas na ziemi, kiedy to zaczęło się dziać… – Gdy Patael opowiedział o zaistniałej sytuacji, anioły trzeciego stopnia zaczęły przekrzykiwać się jak na pchlim targu.

Metatron uciszył wszystkich dłonią jak za pomocą magicznej różdżki.

– Rozumiem wasz lęk. Lecz to co się stało, nie możemy odwrócić. Demony, nefilimowie i ta nowa rasa – połączenie dwuskrzydłego z demonem – szykują się do wojny z nami. Z tego, co się dowiedziałem od młodego, mają zamiar opanować ludzkość, by ludzie byli ich niewolnikami. Nie możemy do tego dopuścić. A ty, Pataelu musisz dowiedzieć się kilku rzeczy od Agriela – powiedziawszy to Metatron, zaczął wydawać rozkazy do trzody gorączkujących się aniołów.

Agriel zaś zaczął wyjaśniać strukturę nieba. Pierwszy poziom nieba stanowią ludzie, pogrążeni w prawie wiecznej szczęśliwości. Im szybciej się nią znudzą, tym szybszy będzie ich powrót na ziemię. Do tego celu buduje się tymczasowy poziom drugi i na wzór cyrku, czy teatru, odbywają się przedstawienia, które mają oczyścić 72 ludzi i przekształcić je w anioły pierwszego i drugiego stopnia. Po przekształceniu powstaje drugi poziom nieba, a nowo-powstałe anioły pilnują tych co zeszli na ziemię. Niektórzy nie mieli szczęścia i zamienili się w minerały, ze względu na ich kamienne serca na ziemi. Inni zamienili się w rośliny, bo chociaż mieli serce, to nie umieli z niego korzystać. Jeszcze inni stali się zwierzętami, gdyż w życiu kierowali się jedynie instynktem. Aniołowie pierwszego stopnia mają na celu te trzy grupy zwrócić światu jako ludzi, bo każdy człowiek jest na miarę złota.

Anioły drugiego stopnia pilnują ludzi, by nie zeszły na złą stronę. Mają do dyspozycji narzędzia: kulę do obserwowania, trąbę jerychońską zminimalizowaną dla szeptania i broń, którą wybrały podczas werbunku. Mają też lustrzane drzwi, przez które mogą przejść do świata ludzi. Jednak można ich używać jedynie przy zgodzie Metatrona. Każdy drugi poziom składa się z lustrzanej podłogi, przez którą można obserwować Ziemię, oddalając ją, bądź przybliżając. W suficie jest luka prześwitująca do trzeciego poziomu. Trzecich poziomów jest tyle, ile jest drugich. W każdym obraduje Metatron, który może się duplikować do woli i być w ciągłym kontakcie z Bogiem. Demony nie mają tak zorganizowanej społeczności. Chociaż dzielą się na kilka grup, to w zasadzie każdy robi to, co chce. Jedynie Lucyfer ma możliwość zwołania zebrania, tak zwanego sejmiku demonów.

– Możliwe, że coś takiego zrobił w ostatnim czasie. Anioły, które współpracują ze złem, to coś ohydnego, coś nowego i zbrukanego chorobą, defetyzmem. Musimy wycofać te gry, które jeszcze nie dotarły do ludzi. Zajmę się górą, a ty masz już trzy pary skrzydeł, to możesz wziąć do pomocy Widael, Gemperela, i Konaela do roboty na Ziemi. Będziesz mógł komunikować się z nimi za pomocą Tejoza, tak nazywamy trąby jerychońskie zminimalizowane. A teraz idź.

Cofnij

Niebezpieczna gra

Niebezpieczna gra

Piotrek bardzo lubił gry RPG z przyjaciółmi. Pomagały mu jakoś wytrwać w trudnym świecie nastolatka, przenosząc go do innych światów, gdzie mógł robić co mu się żywnie podoba. Być dobry, zły, być wojownikiem, kapłanem, czy inną postacią. „RPGi, mówił, rozwijają wyobraźnię. Gdyby nie one zostałbym zwyczajnym śledziem, który wpatruje się w Internecie w takie strony jak Pudelek, Fakt czy jakiś inny bildowiec”. RPGi z kolegami wiele dla niego znaczyły.

Wojtek, na co sobotnie zebranie przyniósł nową grę – Tajemnice Siódmej Góry.

– To super gra, widziałem recenzje i pokusiłem się wyhaczyć ją z netu, zanim cały nakład zejdzie.

– Na co czekasz – powiedział Tomasz – rozkładaj ją.

– Oto zasady gry – po rozłożeniu gry zaczął wyjaśniać Wojtek. – Na początku wybiera się frakcję. Albo jest się za Skrzydlatymi Minladami, albo za Enigmatycznymi Panoidami. Następnym krokiem jest wybranie profesji. Tutaj się nie wybiera z puli, tylko losuje. W zależności czy będziesz Minladem czy Panoidem, dostaniesz profesję odpowiadającą danej frakcji.

– Oki, jest nas czterech – stwierdził nieodzywający się do tej pory Sylwester. – Podzielmy się na dwie grupy. Ja chciałbym być z Wojtkiem we frakcji Panoidów.

– Dobrze, to ja będę z Tomaszem w Minladach – powiedział Piotrek. Zaczęli losować profesję. Wojtek wylosował Czarnego Kapłana, Sylwester Podstępnego Kradzieja, Tomasz Wojownika Światłości, a Piotr Druida Życia. Wybrali figurki. Kapłan był przykryty czarną szatą z kapturem i schowanymi w rękawach rękami, Kradziej miał sztylet i ciemną bluzę, by móc łatwo schować się w cieniu. Wojownik miał zbroję, miecz z tarczą i łuk na plecach. Druid zieloną szatę i kij do podpierania się. Postawili figurki na mapie. Rzucili kośćmi. I się zaczęło.

– Hej co my tu robimy? – powiedział skrzydlaty wojownik.

– Coś mi się zdaje, że jesteśmy w grze – odpowiedział Piotr.

Skrzydlaci znajdowali się na odludnej ziemi. Pola przypominały żółto-zieloną szachownicę. Po drugiej stronie pól znajdowali się Kradziej i Czarny Kapłan. Piotrowi i Tomaszowi zrobiło się niedobrze na ich widok i chcieli jak najszybciej ich pokonać w walce. To samo czuli Wojtek i Sylwester. Skrzydlaci czuli, że dobro jest po ich stronie, natomiast w sercach Zagadkowej dwójki potęgowało zło i zazdrość, że tamci są bliżej światła. Czarny kapłan rzucił kulę negatywnej energii. Piotrek prawie jej uniknął, a Tomasz w mgnieniu oka odbił sztylet wycelowany w środek serca. Odbity sztylet zranił go w ramię. Poleciała krew. Druid rzucił czar oplątanie, dzięki któremu Kapłan nie mógł się ani ruszyć, ani rzucać zaklęć. Wojownik za ten czas unieruchomił Kradzieja chwytem zapaśniczym.

– Nie musicie walczyć. Rzućcie broń – zaproponował Piotr. – Poddajcie się.

– Zgoda. Poddajemy się.

– Co się z nami stało…? – spytał Tomasz. – Rzuciliśmy się na siebie jak zwierzęta.

– Masz rację, ale tak mnie ciągnie do ciemności. Zło prawie opanowało moje ciało – stwierdził czarny kapłan.

– Oddajcie nam trochę waszego światła, Skrzydlaci. To ono nas opuściło w tej grze.

– Zgoda – zwrócił się do Sylwestra wojownik.

Podczas gdy w świecie gry trwało pojednanie między dobrą a złą frakcją, w prawdziwym cztery istoty naradzały się w ciałach kolegów.

– No panowie – odezwał się Demon1. – Mamy teraz czas na pogaduchy.

– Streszczaj się – powiedział Anioł1 – nie powinniśmy ich zbyt długo męczyć, bo jeszcze się pozabijają. Ja już mam ranę od sztyletu Kradzieja.

– Nie mów, że ustawiłeś na realistyczne obrażenia. Gagatek z ciebie lepszy ode mnie – Uśmiechnął się złowieszczo Demon2. – Powinniśmy się chyba zamienić frakcjami.

– Wiecie dobrze, o co nam chodzi – zabrał głos Anioł2. – Powinniśmy się połączyć w jedność my anioły i wy demony. Znaleźć własną parę i stać się nową istotą. Po to się tu zebraliśmy. Patrzcie, oni już nie walczą. Łączą swoją energię. Tak jak myślałem: młodzi ludzie, mający taką wyobraźnię na pewno sobie poradzą. Miejmy nadzieję, że innym też się uda to co nam. A teraz razem. – Zjednoczenie! – krzyknęła cała czwórka. I tak powstała nowa rasa aniołów – anioło-demony.
Tymczasem koledzy powrócili do swoich ciał. Coś się w nich zmieniło. Byli obojętni, ani dobrzy, ani źli. Tak jakby nie mieli sumienia, a co gorsza duszy. Postanowili, że nigdy już do tej gry nie powrócą i spalili ją w piecu.

Cofnij

Zjedz mnie

Zjedz mnie, mrrr.

Gemperel przechadzał się po tym, co zostało po cyrku. Przy siedemdziesięciu dwóch kryształowych oknach siedzieli aniołowie i pilnowali swoich podopiecznych. Pośrodku cyrku była szyba, przez którą można zobaczyć Ziemię taką, jaka jest i dzięki czemu można szybko zainterweniować tam, gdzie działo się coś złego. Na szczęście anioły mogły poruszać się po linii czasu i zawsze docierały na miejsce wtedy, gdy góra na to pozwalała lub rozkazywała. Nad areną natomiast wisiało wielkie lustro, być może wiedeńskie, przez które przelatywały anioły trzeciej kategorii. Ci z czwartej nie schodzili.

Czytaj dalej

Kataryniarz

Kataryniarz

W domostwie bogatego radży żyła piękna księżniczka, która była wyrozumiała dla każdego. Ojciec tak ją ukochał, że spełniał każde jej życzenie. Samantya, gdy tylko nadarzała się okazja, pomagała ojcu przy sądach. Chciała być jak najbardziej sprawiedliwa. Niejednokrotnie pomagała ludziom w wiosce. Inna księżniczka siedziałaby przed lustrem, układałaby włosy i pielęgnowała cerę, lecz ta nie stroniła od pracy fizycznej.

Czytaj dalej