Archiwum kategorii: Proza

Opowiadanka, nowele, fragmenty

Pomysł

Pomysł

Podczas gdy Agriel szukał wieszczek, Metatron wydał rozkaz zgrupowania wszystkich chorych aniołów do strefy bezpieczeństwa, do momentu wynalezienia antidotum przez Rafaela w tajnym laboratorium. Ich niebo znajdowało się niżej niż nieba ludzkich dusz, a jednocześnie miało portal dochodzący do jednego z nieb trzeciej kategorii umiejscowionej na mezosferze. Wejście było izolowane przez pieczęć Pana i mogli tam wchodzić tylko anioły upoważnione przez Metatrona. Miało również tunel na drugim poziomie, przez który wrzucano do niego chore anioły.

Czytaj dalej

Pierwszy poziom

Pierwszy poziom

Agriel przełknął tabletkę przejścia i po chwili znalazł się w piekle, po drugiej strony lawy. Piekło było dziwne; im głębiej się schodziło pod ziemię, tym wyżej się znajdowało. Jest odwróceniem praw przyciągania, tak samo ziemskich, jak i niebiańskich. Nieba znajdują się odpowiednio: pierwsze troposfera, drugie stratosfera i trzecie mezosfera. Od najniższego do najwyższego. W piekle było na odwrót. Tu Lucyfer miał rezydencję najgłębiej. Ochronę miał złożoną z mitycznych stworzeń jak cyklopy, centaury, satyry, dżiny, czy inne stworzenia, hybrydy. Wszystkie te stworzenia zostały strącone do podziemi podczas potopu. Od tamtej pory w piekle roiło się od nich, także są na niższych piętrach ukończonej wieży Babel. Jej pierwsze kondygnacje obejmowały połowę piekła. Miały rozmiary kontynentów. Pierwszy kontynent był miejscem, gdzie mogli przebywać wszyscy. Na kolejne obszary piekła trzeba mieć przepustkę. Agrielowi na razie wystarczył pierwszy poziom piekła. Przebrał się tak, żeby zakryć swoje świetliste skrzydła. Poszedł do „Gorącego pocałunku”, baru z siarczystymi winami i gorącymi tancerkami go-go – sukkubami. Nie był to zbyt wyszukany bar, zresztą jak większość miejscówek w pierwszym piekle.

Agriel podszedł do baru i zamówił siarczystą śliwowicę. Do czasu, aż stanie przed Metatronem, by zdać mu raport, mógł sobie pozwolić na siarczysty oddech.

– Barman – Agriel zagadał do zombiaka, który ze względu na to, że był zombiakiem, – Barman! – musiał usłyszeć dwa razy, zanim się odwróci. Było to trochę problematyczne w rozdawaniu napojów, więc wymyślono, że klient sobie sam będzie rozlewał napoje, a zombie będzie tylko – w sposób powolny, ale skuteczny – pobierał zapłatę.

– Coo? – spytał przeciągle barman, zdziwiony, że ktoś w ogóle do niego zagadał.

– Na czym polegał ostatni zlot Lucyfera? Bo byłem – ekhm… niedysponowany.

– Nie…

– Aha, nie wiesz. Dobra, poszukam kogoś, kto wie.

– …by…

– Tak – by się dowiedzieć…

– …ło… – w tym momencie zombiak uniósł dwa palce do swojego otworu gębowego.

– Ach, chcesz coś zjeść, może się oddalę…

– …go – i dokończył.

Po chwili do Agriela dotarło, że zombie próbował mu powiedzieć od ponad minuty, że nie było żadnego zjazdu. Skoro to nie inicjatywa Lucka, to kogo? Piekło jest jak morze – długie, szerokie i co dziwne – wysokie w głąb (sic!). A główni jego przedstawiciele interesują się hedonistycznymi zabawami, że tylko od czasu do czasu posyłają swoje podwładne demony, by sprowadziły do piekła nowych potępieńców. Tę aferę zorganizował ktoś inny. Agriel potrzebował zawodowych wieszczek.

Cofnij

Działania trzech muszkieterów i opiekuna

Działania trzech muszkieterów i opiekuna

Widael jako broń wybrał sobie taśmę-bicz. Kontroluje jej giętkość, twardość, ostrość i długość. Zatem może zrobić nią prawie wszystko. Gemperel jak na gangstera przystało miał swój pistolet 9 mm, a Konael poprosił o krzyż z ostrzem w środku. Patael nie pozwolił im używać ciał na ziemi, mieli zdać się na spryt, odwagę i… szczęście. Patael na trzecim poziomie dostał duże lustro. A na nim było ukazane – jak w odbiornikach kilku kamer – wiele ludzkich żywotów. Wpisał do wyszukiwarki kamer nazwę gry „Tajemnice siódmej góry” i po chwili miał już obraz dwudziestu gier, które miały dotrzeć do młodzieży w wieku jego podopiecznego. Inne, które dotarły, zrobiły już zamieszanie w strukturze anielskiej. Koledzy Pataela musieli działać szybko i bezwzględnie. Podał wytyczne trzem aniołom i zaczęły się dziać dziwne rzeczy.

Na trasie krajowej 48 przewrócił się samochód dostawczy, podobno zahaczył o kamień, który zrobił dziurę w oponie. Przekoziołkował kilka razy. Na szczęście kierowca miał zapięte pasy. Zawartość dostawy – pięć gier zapakowanych tak, żeby nic broń Boże im się nie stało, wpadło dziwnym trafem do rzeki oddalonej o rzut kamieniem.

Inna gra miała trochę większego pecha. Kobieta, która ją kupiła, zostawiła bagaż w luku, a podczas lotu otworzyła się klapa i cały bagaż spadł na ziemię. Szukaj mnie w polu – woła.

Z następną doręczyciel szedł z poczty do domu jakiegoś bogacza, ale przeszedł pod drabiną i wylała się mu farba na przesyłkę. Stał się odtąd człowiekiem przesądnym, a przesyłkę wywalił do kosza. Coś mu podpowiadało, że bogacz będzie niezadowolony z prezentu jaki mu mógł donieść.

Innym razem przez miasto przelatywały małe meteory. Cudem jeden z nich się oderwał od chmary i uderzył prosto w miejsce, gdzie gra się znajdowała.

Na poczcie mylili się i zamiast do rąk graczy, zostały dostarczone na jeden adres, gdzie były zamknięte drzwi z napisem – „Połóż tą zajebistą grę i wynocha, w skrzynce na listy masz forsę”.

Wszystko szło dobrze. Zostało wyeliminowanych dwanaście gier, gdy pojawił się kłopot. W trybie natychmiastowym, niewidocznym dla ludzkiego oka, zostały doręczone cztery gry do domów, w którym były żądne zabawy dzieciaki. Patael zauważył, że do bitwy o dusze dzieciaków wtrąciły się zmutowane demony, które nie muszą mieć zgody na interwencję od wyższych szczeblem pobratymców. Polityk przekazał polecenia do swoich podkomendnych, gdyż nie mogli sobie pozwolić na dalsze straty.

Za pomocą Pataela anioły wyłapały trójkę demonów. Każdy z nich utworzył przed niespodziewającym się demonem doręczycielem niewidoczny portal do neutralnego świata. Patael również interweniował, inaczej ostatnia gra doszłaby do miejsca przeznaczenia. Zaczęła się walka.

Widael spotkał Nożycorękiego Nawuiela. Na początku walki wstążka nie mogła dosięgnąć Nawuiela, a każdą próbę dojścia do szyi, czy po prostu zranienia go przez Widaela, odpierał nożycami i obcinał broń, słabnącą za każdym razem. Nasz anioł musiał czerpać z sił życiowych, by odtwarzać wstęgę. Wdowa postanowiła zmienić taktykę. Zamieniła broń w bicz, w którym końcówka stała się metalowa. Tym razem Nożycoręki musiał robić uniki. Robił to na tyle szybko, że Widael nie nadążał i kiedy Nawuiel zaczął się zbliżać, Wdowa zaczynała przegrywać. Gdy Nawuiel już był tuż tuż i nawet zranił ramię anioła, Widael wzbił się w powietrze i strzelił z bicza. Nawuiel zrobił unik. Wtedy demon wzniósł się również w powietrze, chcąc staranować wdowę, która zauważyła to i zrobiła pełny piruet. Zaskoczony demon nie odbił już stalowej końcówki, która przebiła mu serce. Maź, którą był obleczony anioł po przemianie, zeszła z niego. Widael stał się świadkiem rozpadu rozdzielonego demona i śmiertelnie ranionego anioła. Demon się rozpuścił, a anioł rozpłynął w świetle.

Gemperel trafił na metalowego demona. „Jak ja go postrzelę, przecież wszystko ma z metalu” – pomyślał Gemp. Zaczął strzelać – może któraś kula przejdzie. Kule zatrzymywały się na ciele diabła, wiercąc skorupę. Rozjuszony Weriel zaszarżował na niego. Gemp wzbił się w powietrze, lecz Weriel nie tracąc na impecie, rozłożył skrzydła i wbił je pod żebra aniołowi, kilka z nich łamiąc. Gemperel zobaczył błysk w oczach Weriela. „Oczy, to jego słaby punkt”. Gemp zwijał się z bólu, a Weriel zaczął kopać leżącego po brzuchu, głowie i już prawie wyrywał mu skrzydła, gdy Gemperel zerwał się i przyłożył zaskoczonemu anioło-demonowi pistolet do lewego oka. Nacisnął spust. Metal zaczął się rozpływać. Czarna maź spłynęła na neutralne pole walki, a uwolniony anioł, zanim się rozpłynął, podziękował za ratunek Gemperelowi.

Konael szybko wyciągnął z krzyża długi sztylet. Demon, z którym walczył, miał również białą broń, tylko trochę dłuższą i cięższą. Miecz dwuręczny. Konael miał o tyle przewagę, że jego drugą bronią był poświęcony krzyż. Gdy Kiamiel robił zamach mieczem, Konael oślepiał przeciwnika blaskiem krzyża i odskakiwał na bok, żeby uniknąć śmiertelnych ciosów. Powoli Konael zaczął się męczyć. Musiał coś wymyślić, bo jeszcze trochę i ten durny demon pozna się na jego unikach. Gdy następny zamach, miał już odciąć mu głowę, zastosował miejscowy teleport, znajdujący ujście za plecami Kiamiela. Wbił sztylet w plecy demona.

Patael, gdy został aniołem drugiej kategorii, wybrał dla siebie pióro orła. Wszakże było ostrzejsze od miecza. Jako anioł trzeciej kategorii dostał kołczan z łukiem. Każda strzała zawierała dokładną kopię jego pióra. Udefiel posiadał okrągłe shurikeny – zaokrąglone noże w wielkości kółek do gry w ringo. Rzucał nimi raz za razem. Polityk ograniczyl się do pisania zwojów ochronnych. Odbijały czakramy i kierowały z powrotem do Udefiela. Demon ze zręcznością nowej rasy, łapał je i odrzucał ciągle w kierunku Pataela. Anioł zmienił strategię. Zastosował zdublowanie się. Jeden z podwojonych pisał zwoje ochronne, a drugi strzelał z łuku. Udefiel nie potrafił unikać jednocześnie swoich czakramów i strzał. W końcu strzały zaczęły docierać do demona. Ostatnia strzała z kołczanu dosięgła szyi. Patael zaobserwował to samo, co widzieli jego podkomendni. Jednocześnie odczuł wielką ulgę i jego depresja anielska zniknęła. Później sprawdził swoich ludzi i wyszło na to, że też doszli do siebie. Gry demonów zostały zniszczone. Niestety cztery gry zostały dostarczone. Patael zdał raport Metatronowi, a ten pogratulował aniołom Pataela sukcesu z udanej akcji. Był to początek wojny.

Cofnij

Zjedz mnie

Zjedz mnie, mrrr.

Gemperel przechadzał się po tym, co zostało po cyrku. Przy siedemdziesięciu dwóch kryształowych oknach siedzieli aniołowie i pilnowali swoich podopiecznych. Pośrodku cyrku była szyba, przez którą można zobaczyć Ziemię taką, jaka jest i dzięki czemu można szybko zainterweniować tam, gdzie działo się coś złego. Na szczęście anioły mogły poruszać się po linii czasu i zawsze docierały na miejsce wtedy, gdy góra na to pozwalała lub rozkazywała. Nad areną natomiast wisiało wielkie lustro, być może wiedeńskie, przez które przelatywały anioły trzeciej kategorii. Ci z czwartej nie schodzili.

Czytaj dalej

Kataryniarz

Kataryniarz

W domostwie bogatego radży żyła piękna księżniczka, która była wyrozumiała dla każdego. Ojciec tak ją ukochał, że spełniał każde jej życzenie. Samantya, gdy tylko nadarzała się okazja, pomagała ojcu przy sądach. Chciała być jak najbardziej sprawiedliwa. Niejednokrotnie pomagała ludziom w wiosce. Inna księżniczka siedziałaby przed lustrem, układałaby włosy i pielęgnowała cerę, lecz ta nie stroniła od pracy fizycznej.

Czytaj dalej

Co by było gdyby

Co by było gdyby

Mały dzieciak o imieniu Paweł podszedł do budki z lodami:

– Proszę o małego loda.

Sprzedawca nakręcił mu troszkę większego niż chciał. Myślał, że dziecko prosząc tak grzecznie, jest kulturalne. Dziecko na początku polizało loda. Chwilę później odwróciło się na pięcie i powiedziało:

– Ten lód jest za duży. – Po czym rzuciło nim o ziemię.

Wtedy pierwszy raz usłyszał wewnętrzny głos „Pycha zabija”, z którym pojawiło się uczucie dejavu.

Kilka lat później. Lekcja W-Fu. Nauczyciela nie ma, więc uczniowie grasują – jak szczury. Każdy z kolegów Pawła wziął po piłce i rzucają wszyscy nimi w Mietka. Mietek, nie mając piłek ani kolegów, którzy by mogli mu pomóc w grze „dwa ognie”, zwija się w kłębek. Paweł jest pewny, że wywinie się od kary. W końcu wszyscy rzucali. Po pewnym czasie przychodzi nauczycielka i kończy farsę. Dostał, wraz z kolegami, karę grupową biegu dookoła sali i ostrzeżenie „Pycha zabija” oraz uczucie dejavu, że to już miało miejsce.

Dwudziestolatek wraz z paczką zaufanych kolegów, po upojnej nocy spędzonej w burdelu, wraca do domu. Samochód, maszyna do zabijania w niepewnych rękach, stał akurat dobrze zaparkowany. Może gdyby miał blokadę… Weszli roześmiani jak banda klownów do auta, który miał się stać ich trumną. Przeżył tylko Paweł. „Pycha zabija” usłyszał i poczuł dejavu. Jednak szybko zapomniał.

Poszedł do Akademii Humanistycznej. Został profesorem, ożenił się, miał dzieci. Na jednym z wykładów przedstawił wyniki studentów. Wszystkich oblał. Odsetek samobójców wśród młodzieży nieznacząco się zwiększył. A on usłyszał głos „Pycha zabija”. Wszystko tak szybko się działo, aż w końcu…

Obudził się.

Mięśnie miał sflaczałe, nie mógł ruszać palcami u nóg. Ogólnie prawie nic nie czuł. „Twoja matka umarła. A ty jesteś sześćdziesięcioletnim starcem”. – odezwał się cichy głos.

– Dla… – Paweł z trudem wyartykułował sylabę. – „Dlaczego? Tyle razy Cię ostrzegałam, a ty nie zwracałeś na mnie uwagi. Zresztą nie pierwszy raz. Pamiętasz uczucie dejavu? Prześniłeś swoje życie od początku do możliwej przyszłości. A ty i tak popełniałeś te same błędy”.

– Py… cha?

„Tak, to ja próbowałam ci pomóc”.

– Ro…dzi…na?

„To tylko wytwór twojej wyobraźni. Po wypadku wpadłeś w śpiączkę. Gdybyś się poprawił we śnie, to cóż miałbyś jakąś szansę.”

– Szan…sę?

„To u was zabawne – najpierw grzeszycie, a później nie ma co naprawiać. Dostaniesz szansę. Masz przeżyć pozostałe dwadzieścia lat jak roślina. Jak będziesz chciał eutanazji – witaj w piekle”.

Widael chciała dla swojego człowieka jak najlepiej, lecz nawet anielska cierpliwość kiedyś się kończy.

Cofnij

Ich czterech

Ich czterech

Jednymi z aniołów drugiej rangi byli – bogata wdowa – Widael, ksiądz Konael, gangster Gemperel i polityk Patael. Oczywiście wszystkie anioły nie mają płci i kobiety były zrównane w tym aspekcie z mężczyznami, a mężczyźni z kobietami. Można powiedzieć, że to raj dla polityków upierających się za parytetami na listach wyborczych.

Agriel postanowił, że trzydzieści dziewięciu aniołów zgrupuje się w pięcioosobowe grupy, a nad jedną grupą czterech aniołów, właśnie tu wymienionych, miał mieć osobistą pieczę. Zresztą inni też mieli swoich przełożonych, ale w jakiś sposób Agriel uprzywilejował tę czwórkę. Na początku poprosił, żeby każdy opowiedział o swoim żywocie, który się potoczył po dostaniu obrazu. Pierwszy zabrał głos Widael.

– Po oczyszczeniu obrazem, cóż było mi z początku lekko na duszy. Moja esencja postanowiła się ożenić z kimś, kogo mogła pokochać z wzajemnością. Postanowiła urodzić, gdy zajdzie w ciążę, a nie jak wcześniej przerywać ją. Natrafiła na męża, który ożenił się dla jej pieniędzy i dla jej ciała. Wykorzystał ją i urodziła sporo dzieci. Gdy stała się już niezgrabna i odpychająca dla męża, zaczął ją zdradzać. Wprawdzie jej cel się spełnił – miała rodzinę, męża i dzieci – ale to jej całkowicie nie usatysfakcjonowało. Rozwiodła się z mężem, dzieci się porozchodziły, a ona została sama. Część bogactw przeznaczyła na fundacje opiekujące się nowo narodzonymi dziećmi, przez co miała spięcia między swoimi dziećmi i mężem. Pomagała też finansowo swojej latorośli, ale nie rozumiała, że przez pieniądze mogą stać się nieczułymi snobami. W końcu została sama i samotnie umarła.

Drugi zabrał głos Konael.

– Gdy już rozdał wszystkie dobra i zamieszkał w pustelni, dręczyło go poczucie winy. Chociaż był oczyszczony i czuł pewną ulgę, że jego dusza jest uzdrowiona, miał wątpliwości w tym, czy wybrał dobrą drogę w pokucie. Wychodził czasami z pustelni, żeby popatrzeć na ludzi z wioski. Raczej nie był tam lubiany. Pewnego dnia, gdy szedł po zakupy (jego pustelnia stanowiła bungalow, do którego od czasu do czasu przychodził listonosz z rentą. Nie da rady tak całkiem odosobnić się od świata), napadło na niego dwóch młokosów. Wyzywali go od dziwaków i popaprańców. A nawet były używane sroższe przekleństwa. W końcu doszło do tego, że jeden z nich popchnął go na ziemię. Upadł na głowę, co doprowadziło do zgonu. I tak moja esencja znalazła się tutaj.

Gdy Konael skończył opowiadać, Gemperel podjął historię.

– Chociaż miał czystą duszę, nie było mu łatwo opuścić swoich kolegów z gangsterki. Musiał ich zdradzić, bo nie chciał tak żyć. Gdy już to się stało, a większość szych miała postawione zarzuty i nie zapowiadało się, żeby uniknęli kary ci, którzy umknęli przed nagonką, chcieli się na nim zemścić. Znaleźli go po pewnym czasie. Ukrywał się jako świadek koronny w willi na Mazurach. Wyeliminowali strażników, a na końcu mieli czas, żeby go torturować i zabić. I tak moja esencja trafiła tutaj.

Po nim zaczął mówić Patael.

– Moja esencja poczuła ulgę dopiero wtedy, gdy przestała być politykiem. Najpierw musiał jednak uporządkować kilka spraw. Przedstawił dowody na korupcję swoją i swoich kolegów posłów. Oczywiście powstała przez to afera zwana lobbingową i komisja, która miała ją zbadać. Niestety jak zawsze w polityce, komisja zamiotła sprawę pod dywan, a on sam, gdy zrezygnował z mandatu posła, został oskarżony i skazany na dwa lata więzienia. W tym czasie żona go opuściła, a on sam został z długami, jakie powstały podczas pobytu w więzieniu. Gdy wyszedł, komornik zabrał mu wszystko. On wylądował na bruku jako bezdomny. Długo nie pożył, umarł z zimna. Przynajmniej poczuł ulgę na duszy.

Cofnij

Obowiązki

Obowiązki

Zza kurtyny wyszedł dyrektor. Po czym zniknęła kurtyna i reszta cyrku. Pozostały lustra i tłum ludzkich dusz, które nie wiedziały do końca, o co chodzi. Dyrektorem cyrku okazał się Agriel, anioł trzeciego stopnia. Objaśnił, że każdy z tych ludzi dostanie przydział, którym będzie się opiekował. Czytaj dalej